Twój styl zarządzania nie jest historią o Tobie
24 czerwca 2015 Praca 13 komentarzy

Twój styl zarządzania nie jest historią o Tobie

Dużo ostatnio czytam o jakości człowieka. O tym, co stanowi o jego wartości, tanio- lub drogo-cenności, a w konsekwencji ogólnopojętym dobrostanie.

Poza szkołą główną, mówiącą (w uproszczeniu) o tym, że jesteś tym, kim myślisz/mówisz/czujesz, że jesteś (wszystko zaczyna się i kończy na Tobie), jest jeszcze kilka nurtów bocznych.

Tym, który mówi do mnie najmądrzej, jest chyba pogląd, że bez ludzi, nie ma nic. A w odosobnieniu nie da się zrobić niczego, co byłoby kompletne, okrągłe i w pełni społecznie wartościowe.  W dużym skrócie, jesteś więc tym, czym lśni twoje odbicie w oczach innych. Nie wszystkich, rzecz jasna. Tych, na których Ci zależy. Nie dlatego, że są Ci przychylni. Dlatego, że za coś ich cenisz, a ich opinia jest dla Ciebie istotna, ważna, robi różnicę.

O stylach zarządzania też wiele się pisze.

Najwięcej o tym, jakim managerem powinieneś być, jak zarządzać, jak się komunikować, jak jeszcze-milion-innych-cennych-rad. Wszystkie te rady mówią do Ciebie na „Ty!”. Co Ty powinieneś robić (lub czego unikać), żeby sukces w zarządzaniu zespołem osiągnąć.

I to wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że w tej ścianie ktoś zamurował Ci trupa. Na dziś, wszystko wygląda pięknie i błyszcząco. Z czasem jednak nawet najmniejsze trupiątko, zaczyna się rozkładać, gnić i śmierdzieć. Ściana się kruszy, aż wreszcie cała konstrukcja rozpada się w drobny pył.

Tą (jakże niezwykle zawiłą metafoZą) chcę powiedzieć, że na złym, jednowymiarowym fundamencie nie zbudujesz żadnej wioski, nie mówiąc już o tak trudnej materii, jaką jest sztuka zarządzania pracą myślących, inteligentnych ludzi.

Bo ta gra nigdy nie jest o Tobie. Nawet jeśli wyryjesz na pamięć pięć złotych cech skutecznego lidera, zrobisz dwa eMBieje i przysposobisz sobie właściwą liczbę mentorów – planowany sukces, może się przepoczwarzyć w… kawałek gnijącej ściany. A zdarzy się tak na pewno, jeśli zamurujesz w niej przekonanie, że Ty sam stoisz w centrum rzeczywistości pracowniczej twojego zespołu. Że siła twojej grupy, to twoja siła. Że wspólnie wypracowane efekty, mają Ci posłużyć do kolejnych, zawodowych promocji. Bo przecież jak mogłoby być inaczej,  skoro to wszystko za sprawą Ciebie, twoich umiejętności, kompetencji i zarządczej potencji.

Znam zaskakująco dużą liczbę osób, które będąc na urlopie tylko czekają na telefon. Z nerwowością w pięcie (ta pod stołem w pląsie niecierpliwości) spoglądają na telefon. Gdy ten dzwoni, na wstępie udają lekko zdziwionych. Że przecież po co do niego z taką bzdurą, że w końcu urlop i drinki z palmą… Ale już po chwili, wokoło sypią się dumne opowieści z cyklu pół żartem, ale wszyscy wiemy, że serio, w stylu: „damn, jacy oni niesamodzielni, beze mnie świat na głowie staje”, „tak ich na chwilę zostawić samych i już problemy, jak grzyby po deszczu”. Ten typ człowieka, nigdy nie dostaje ode mnie punktów mądrości. Ciemnogrodnie w jego krainie. Nie wie bowiem, że powodów do zadowolenia brak, a jego quasi-niezbędność jest ogromnym pomnikiem nieudolności. Na szkoleniach z „ja”, nikt mu jeszcze nie powiedział, że niezależność, potencja i przygotowanie swojej drużyny jest podstawową miarą sukcesu i tejże, i jego właśnie. Że celem nadrzędnym przywódcy światłego jest uniezależnienie stada w maksymalnym stopniu.

Tak, aby on sam, kiedyś stał się zbędny. Taki moment to powód do absolutnej dumy, a odbicie w oczach pracowników jest wtedy jednoznacznie dobre, rozwojowe i dojrzałe. To czas, aby drogi się rozeszły i każdy poszedł własną ścieżką, ku nowym, nieznanym…

Dziś z życzeniami dalekich podróży.

PB

13 komentarzy
Poprzedni Nie bądź komunikacyjnym cinkciarzem! Rzecz o wyzwaniach Następny O co chodzi z tym work-life balance?

Wg Dunbara jesteśmy średnią 5 najbliższych nam osób, więc warto zwracać uwagę na to, w jakim towarzystwie (w pracy/domu) obracamy się. Ostatnio „gadaliśmy o książkach”, więc myślę, że ta pozycja powinna wydać Ci się wyjątkowo ciekawa: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/84865/ilu-przyjaciol-potrzebuje-czlowiek-liczba-dunbara-i-inne-wybryki-ewolucji

peace!
eM

paulinabasta.com

Człowiek zakupi i zje. A potem na pewno skomentuje. Dzięki Maciek za rekomendację!

No i Basta ! W samo sedno 😉 Ale u nas w PL jeszcze panuje spore przekonanie, że wiedza daję władzę właśnie. Zresztą wyszło to też w ankiecie, którą niedawno przeprowadzałem w ramach swojej pracy magisterskiej. Właśnie przekonanie, że wiedza daje władzę – pracownicy i menagerowie niechętnie dzielą się wiedzą, uważając, że przez to stracą swój autorytet i staną się nieprzydatni…

paulinabasta.com

Ciekawe te wyniki, Robert. Powiesz coś więcej? Albo na blogu puścisz? (właśnie u Ciebie byłam – propsy!).
A z tym dzieleniem się wiedzą to chyba i tak coraz lepiej nam idzie… Małymi krokami do przodu;).

Myślę, że opublikuje je na blogu za jakiś czas (jak już szkończę całą pracę mgr pisać). Na tą chwilę trochę „zawiesiłem” działalność blogową, bo multitasking nie jest dla mnie, ale dzięki za opinie 😉 Oczywiście, że idzie to do przodu, małymi kroczkami…bądźmy dobrej myśli 😉

paulinabasta.com

Dobrej myśli, zawsze!:)

Jak dobrze, że jest Basta i porusza takie tematy 🙂 Wiadomo, jest u nas coraz lepiej, zmienia się kraj, ludzi i firmy. Tylko najgorsze jest czerpanie wzoru przez młodych, aspirujących z managerów, którzy pleśnią obrośli i nie mają pojęcia jaki mają wpływ na młodzież. Przekazuję ten tekst do tej młodzieży, żeby mądrzejsi rośli dzięki mądrym słowom 🙂

O tak… człowiek miał okazję spotkać na swej drodze takie „osobistości”. Człowiek-nie-zastąpiony (w mojej opinii) nie istnieje. Jeżeli czujesz ogromną potrzebę inwigilowania, sprawdzani, kontrolowania (zwał jak zwał) swoich pracowników tzn., że albo fatalnie dobrałeś sobie zespół (minus dla Ciebie – jaki Pan taki kram :-P) albo celowo dobierasz sobie takich ludzi, którzy będę łechtać Twoje ego! Prawdziwy manager to ktoś taki od kogo możesz chłonąć wiedzę ale który również będzie otwarty na Twoje sugestie. Prawdziwym sukcesem jest móc trzasnąć drzwiami, pojechać na urlop i nie martwić się o nic. Właśnie mamy taką sytuacje w firmie. Nasze Guru pojechało smażyć klatę w Toskanii a my tu działamy pełną parą. Mamy do zrealizowania kilka bardzo ważnych projektów, po drodze oczywiście pojawiły się problemy (nie mylić z wyzwaniami ;-)) z którymi musieliśmy poradzić sobie pierwszy raz. Jakoś ciągniemy ten wózek, śmiem nawet twierdzić, że z sukcesem 🙂 I tu podziękowania dla naszego Guru, które pozwoliło stać się nam pełnowartościowym pracownikiem, wyposażonym w najlepsze narzędzia pracy.
A wracając do „osobistości” to miałam ja kiedyś „wybitnego”(w przenośni) szefa. Kiedyś patrzyłam na niego z żenadą a teraz spoglądam z rozbawieniem na czas spędzony z nim w pracy. „Moto moto” (tak go nazywamy-nawet po latach) charakteryzował się dokładnie takim chodem jak bohater z linka poniżej. Ja życzę wszystkim przede wszystkim mądrego szefa. Od oszołomów należy uciekać gdzie pieprz rośnie bo: „nie urośniesz większy niż akwarium w którym się znajdujesz”. Ba! Śmiem nawet twierdzić, że człowiek może się cofnąć w swoich kompetencjach!
https://www.youtube.com/watch?v=qHyuu9AAjdY

paulinabasta.com

Cenne, trafne i dobrze napisane.
Trzymam kciuki za Wasze projekty i beztroską, toskańską opaleniznę szefa:)

Cześć:) chłonę Twoje teksty. Cieszę się że znalazłam Twojego bloga, bo też zawodowo zajmuję się HRem, też jestem Mamą:) Sama nie raz zwracasz uwagę na to, że z podobnymi ludźmi jakoś nam po drodze, więc faktycznie i tym razem tak jest:) Ostatni wywiad z Tobą… wspomniałaś, że Twoją intencją było ‚dotrzeć’. W moim przypadku trafione:)- dotarłaś do mnie. Co do tego tekstu. Prawda- wielu szefów działa na zasadzie me myself and I i to jest pierwszy krok ku zgubie, bo nie o to w tej zabawie chodzi. Mądry szybko to odkrywa i wie, że jest dla ludzi, a nie ludzie dla niego. Na szczęście kolejne pokolenia odrzucają autorytety formalne i u nich trzeba sobie zasłużyć na miano autorytetu postawą i działaniem. Pozdrawiam:)

paulinabasta.com

Weronika, bardzo Ci dziękuję za tak dobre słowo. Zajrzałam też na twoją stronę i mocno kibicuję jej dalszemu rozwojowi. Okazuje się, że we Wrocławiu drzemie całkiem niezły HR-owy potencjał:)

[…] Twój styl zarządzania nie jest historią o Tobie […]