Trzy rzeczy, które nie są (a powinny być) Ci obce
9 września 2015 Praca 17 komentarzy

Trzy rzeczy, które nie są (a powinny być) Ci obce

Człowiek już tak ma, że się przyzwyczaja. Do miejsc, ludzi, schematów zachowań. Z czasem, nie zastanawia się już, czy krajobraz dookoła jest najlepszym z możliwych. Żyje. Tak, jak się wyuczył.

Dziś o trzech rzeczach, które często robimy w pracy, nie zapraszając do zabawy mózgu. Model jest dość prosty. Kiedy zaczynasz współpracę z nową firmą, ta Cię socjalizuje (=pokazuje, jakie są zasady gry). Oglądasz więc tę grę przez kilka tygodni, a potem zaczynasz rozgrywać już własne piłki. Kłopot w tym, że zbyt często, przyjmujesz całość z dobrodziejstwem inwentarza i powielasz tak dobre, jak i złe schematy. A tych drugich, niestety jest całe stado.

Chowasz kochankę w szafie,

a na domiar złego, po uszy się w niej zakochałeś. Obiecujesz, że żonę rzucisz. Jutro. Może. Ałć! Po chwili kłamiesz więc obu paniom. Żonie, że nie opuścisz, nowej, że wręcz przeciwnie. Nikt nie może Ci już ufać.

Tą, jakże barwną metafoZą (jak zawsze przez „zet”), odnoszę się do instytucji BCC (= ukrytej kopii w mailu). Nie znoszę dostawać wiadomości, będąc na BCC. Chodzi o te, w których dzieje się coś trudnego. Ludzie próbują rozwiązać jakiś konflikt, polemizują, próbują sił. Zdarzało mi się już być na BCC wiadomości od moich pracowników (przy okazji prób rozwiązania sporów), przełożonych (w ich dyskusjach z „górą”), współpracowników (w całym wachlarzu innych historii). Za każdym razem, bardzo słabo to oceniałam.

Jeśli chcesz coś komuś powiedzieć przy świadkach, niech wszystkie strony mają tego świadomość. Wymaga to od Ciebie odwagi komunikacyjnej (bo zaraz  ktoś Cię oskarży o donosicielstwo). Jak nie chcesz być donosicielem, swoje sprawy próbuj rozwiązywać sam. Jeśli zaś jedyną opcją jest prośba o interwencję innej osoby – zagraj w otwarte karty i zaproś ją do dyskusji. Jawnie, nie w żadnym, głupim BCC. Nic spod lady.

Jeśli przyjmiesz taki tok myślenia i pracy, za chwilę się okaże, że spory potrafisz (i chcesz) rozwiązywać samodzielnie. Że nawet trudne historie Cię nie pokonują i, że masz więcej mocy, niż się spodziewałeś. Warto więc olać tę straszną, szpiegowsko-donosicielską opcję BCC i na stałe odkryć swoje karty.

Nie potrafisz odpuścić

W każdej firmie ludzie są różni. Mądrzy, głupi, bezbarwni lub ciekawi. Część z nich jest Ci naturalnie bliska, a reszta siedzi na antypodach. Raz na jakiś czas, ktoś zajdzie Ci za skórę. Jest konflikt, emocje, myśli w całości pochłonięte. Byłam tam nie raz, widziałam, z koniem kopałam. Dziś wiem, że nie warto. Sytuacje, w których nie możesz mową rozsądku dogadać się z innym człowiekiem, trzeba odpuszczać. Z zasady i na blachę. Próby przemówienia do rozsądku człowieka należy podjąć – jasne. Ale… dwie. Jeśli trafiasz na komunikacyjny beton i szał nieokiełznanych emocji rozmówcy, odpuść. Świata (ani tej konkretnej duszy) nie zbawisz, a tylko utopisz cenny czas i energię. Zamiast na oszołomów, wykorzystuj swój czas na dbanie o ludzi, którzy są Ci bliscy, ważni i warci uwagi.

Odpuszczasz własny rozwój na rzecz bieżączki

Jak zmieniasz pracę lub rolę, albo dostajesz awans managerski (sic!), na początku praca mocno Cię eksploatuje. Rzucasz się w wir spraw bieżących, gaszenia pożarów, ogarniania nowej rzeczywistości. Pracę po godzinach traktujesz jak inwestycję w przyszłość i wierzysz, że ten stan kiedyś minie. Zaciskasz więc ząb i jedziesz cała na przód. Po chwili odkrywasz z zaskoczeniem, że doba ma tylko 24 godziny i jeśli chcesz więcej pracować, z innej sfery życia, trzeba zabrać. Nie chcesz zabierać rodzinie (albo tylko trochę), nie chcesz rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi. Wybierasz więc siebie i w ofierze składasz czas na własny rozwój. Przestajesz czytać, przestajesz bywać, przestajesz toczyć ciekawe rozmowy. Ubożejesz. To duży błąd, choć tak często spotykany. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli chcesz być interesujący, najpierw bądź zainteresowany. To mądry człowiek był.

Piszę ten tekst z nadzieją, że nie dotyczy większości z Was.

Obym miała rację.

A jeśli nie mam dziś, może od jutra będę miała… Piłka po twojej stronie, drogi Basta-Czytelniku.

17 komentarzy
Poprzedni O motywacji, olśnieniach i... zrzucaniu zbędnych kilogramów Następny Twoja lista "TO DON'T"

BCC ma jeszcze tę śmieszną cechę w postaci niebezpieczeństwa, że moron-odbiorca nie skuma, że jest w BCC i wykona radosne reply-all dodając swoje trzy grosze :]

paulinabasta.com

A Igor, syn Eryka (i jego plecy) jak zwykle, trzyma rękę na pulsie nowych postów. [najs]

No dobra, zapytam. A jeśli. Sytuacja środkowa dotyczy bezpośredniego przełożonego? I nie emocje ani antypody są zmienną, ale (bardzo) złe zarządzanie? I delikatne próby spotkania się z rozsądkiem szefa kończą się niczym? I eskalacja niespecjalnie brzmi jak sensowne rozwiązanie?

paulinabasta.com

Taki scenariusz jest jednym z trudniejszych, ale z mnogością możliwych opcji (na szczęście). Swoją drogą, ciekawi mnie czy problem/konflikt jest tylko na linii Ty – twój szef, czy raczej większość/całość zespołu – wasz szef. Jeśli ta druga opcja, może warto merytorycznie i bez emocji rozważyć próbę interwencji zbiorowej.
To jest w ogóle bardzo ważna sprawa, Natalia. Bo bez dobrego szefa (albo przynajmniej neutralnego), nasze możliwości rozwoju w pracy bardzo się ograniczają.
Jak to mówi Joanna Malinowska-Parzydło, szefa możemy i powinniśmy sami sobie zrekrutować. Warto więc zastanowić się nad istniejącymi opcjami współpracy. W przypadku ich braku, być może jedno z Was powinno ruszyć się z miejsca… Pytanie tylko – czy Ty, czy szef. Pewnie sama znasz odpowiedź na to pytanie…

uhm. nie ma konfliktu jako takiego, jest złe zarządzanie i narastająca frustracja + bezradność. Zespołu. Stare porzekadło, że ludzie odchodzą z pracy przez szefa wydaje się sprawdzać w tym przypadku. Interwencje zbiorowe i 1-1 (życzliwe i na miękko) – za nami. Bez rezultatu. Każdy z nas na tym etapie rozważa już różne scenariusze. Ale gdzieś w środku – żal. Firmy i kupy bardzo fajnej roboty tu przewalonej.

paulinabasta.com

A co z człowiekiem jest nie tak? Głupi (=niegroźny), czy raczej złośliwy, mściwy, foszasty? To jest pytanie o to czy można z nim żyć, czy raczej uciekać gdzie pieprz…

Natalia

Hmm .. niewykluczone, że na szczęście ani głupi (dla mnie głupi to taki, co krzywdzi innych) ani specjalnie foszasty. Posłużę się analogią budowlaną: jesteś murarzem, przychodzi kierownik budowy i mówi: tu są cegły, tu zaprawa, buduj mur. Świetnie, mur, ale jaki, jakieś wymiary, przeznaczenie? Nie nie, tego nie moge ci powiedzec, po prostu buduj mur. Kolejnego szef bez słowa komentarza nad murem zbudowanym przez ciebie zleca ponownie: potrzebujemy więcej muru. Po tygodniu milczenia przez szefa pytasz wreszcie: szefie, to co z tym murem, bo stoi całkiem spory? Na co szef: musisz kopać doły. A co z murem? Nie nie, potrzebujemy więcej wykopanych dziur. Więc kopiesz dziury, w międzyczasie szef pozostaje z tobą w życzliwym braku kontaktu. Po czym dowiadujesz się, że co prawda mur, który zbudowałeś trzeba było rozebrać, ale własnie okazało się, ze te doły niepotrzebne, potrzebujemy żeby wybudować .. mur. Potem jednak trzeba go rozebrać, ale nie możesz wiedzieć dlaczego. Czasem szef przypomina sobie, że jakiś czas temu poprosił twojego kolegę z zespołu o pomalowanie komina. Co prawda nie mamy komina, ale zj…bkę za to, że jest niepomalowany dostajesz.. ty. Ta historia może nie mieć końca .. 😉

paulinabasta.com

Kumam już typ człowieka. Nieszkodliwy, ale skrajnie nieumiejętny. Zakładam, że jeszcze jest dość młody w roli, więc sam uczy się na żywym organizmie (=Tobie i zespole). Pewnie się kiedyś nauczy, czyli jest nadzieja.
Z takim człowiekiem, statystycznie da się dogadać, ale wymaga to wytrwałości. Jeśli jeszcze starcza Ci sił, próbuj – kiedyś Ci za to podziękuje. Zasada dwóch prób w tym przypadku nie zadziała. Masz bezpośrednią zależność zawodową z człowiekiem, więc odpuszczenie nie bardzo jest opcją.

Natalia

Dość młody. I w roli i .. w życiu też 🙂 także sama prawda. Ze zrozumieniem przyglądamy się jak nasz szef uczy się bycia szefem. Długo wspieraliśmy. Coraz częściej ostatnio towarzysz nam pracu.pl. Pozdrawiam!

Czasem trzeba być egoistą…

Bardzo fajny tekst. Ale brak cywilnej odwagi jest problemem praktycznie w każdej dziedzinie życia. Fragment o ubozeniu – bingo, też rok temu zmieniłam prace, z małej rodzinnej firmy do korporacji… Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale fakt ze nowy etap całkowicie mnie pochłonąl, kosztem własnego rozwoju. Nie oddałam tylko poletka dla rodziny, ale na szczęscie nie jest na strategicznym stanowisku 😉
A skoro już pisze to dzięki, za wirtualne wsparcie:) Twój blog stał się dla przewodnikiem po korporacyjnej rzeczywistości i jak w tym zachowac siebie 😉

paulinabasta.com

Dziękuję Asia za komentarz i dobre słowo. Te zawsze motywujące:)
Trzymam kciuki za kolejne lata korpo-przygody…

Nadmiar cywilnej odwagi potrafi być niezwykle szkodliwy.
Z jednej strony ludzie patrzą na ciebie z podziwem, że ‚masz jaja’, by się postawić, powiedzieć wprost co myślisz, z drugiej jednak jest im Cię zwyczajnie szkoda, bo nie popracujesz, nie zadomowisz się… z trzeciej się boją, stanowisz dla nich zagrożenie, bowiem w sytuacji konfliktowej możesz ich pociągnąć za sobą i zburzyć ich poukładany świat w którym nie ma miejsca na odwagę, ale jest miejsce na regularną pensję.
Zwłaszcza tam gdzie sytuacja jest dynamiczna a relacje (nieco) patologiczne – czyli właściwie wszędzie.
Uwierz mi na słowo, nie chciej się przekonać.

Bieżączka – jakie straszne, ale trafne słowo!
Też się czasem w nią zapędzam i muszę pilnować by wracać na właściwe tory. Upierdliwe to jak… rzeżączka.

[…] Trzy rzeczy, które nie są (a powinny być) Ci obce […]

BCC może być szpiegowskie i donosicielskie, ale nie jest takie straszne, a bywa bardzo przydatne. Szczególnie w korpo, gdzie ludzie generalnie używają tylko opcji reply-all. Zatem jeśli chcesz kogoś o czymś tylko poinformować (na przykład Twoj(ą/ego) szef(ową/a)), a nie chcesz aby później ta osoba była zasypywana kolejnymi odpowiedziami, to najlepiej wrzucić ją na bcc. Tylko, tak jak napisałaś, fajnie jest poinformować wszystkich, że ktoś na bcc jest. Dobrym zwyczajem jest napisanie tego na samym początku mail’a, na przykład wyszarzonym tekstem w nawiasach kwadratowych. Wtedy i wilk syty i nju jork syty 🙂

paulinabasta.com

Jak obie strony wiedzą w co grają – nie mam z tym żadnego problemu:) Pełna zgoda, Artur.