To nieprawda, że nie ma głupich pytań (!)
Zdjęcie: fot. Baia Domizia
26 października 2014 Życie 2 komentarze

To nieprawda, że nie ma głupich pytań (!)

Dziś o walce z komunikacyjną głupotą. Jest kilka elementów, które pomogą Ci rozpoznać jej zalążki lub czasami galopującą już formę.

Mówi się, że nie ma głupich pytań. To nieprawda. Są! Jest ich wiele i niestety dość często występują w przyrodzie.

Poniżej krótka systematyzacja tego bolesnego zjawiska.

  1. Pytanie typu „nie wiem o co pytam, właściwie to o nic, ale się odezwę, żeby spuścić z krzyża”. Poznasz je po tym, że potok wypuszczanych słów zasadniczo jest mało konstruktywny, a wypowiedź nie kończy się prawdziwą ciekawością, wyrażoną znakiem zapytania. Celem przemawiającego jest zazwyczaj próba upuszczenia części zgromadzonej, nieopanowanej frustracji, związanej z przedmiotem prowadzonej rozmowy. Upuszcza i… nic. Dyskusja nie posuwa się ani trochę do przodu. Strata czasu i energii wszystkich przy stole.
  2. Pytanie o to samo, po raz trzeci. Dla mnie dopuszczalna granica pytania dokładnie o to samo, to dwie rundy. Jeśli pytasz po raz trzeci, zaczynam się męczyć. Głównie (niestety) Tobą. Myślę, że to uczciwe i… dorosłe. Dorośli ludzie powinni słuchać i szanować siebie nawzajem. Jeśli kolejny raz pytasz dokładnie o to samo, znaczy, że próbujesz mnie oszukać. Oszczędzasz swój czas, kosztem mojego. Nieuczciwe i leniwe. Nie lubię lenistwa.
  3. Pytanie z cyklu: nie mam nic do powiedzenia, ale zabiorę głos bo wypada. Odmiana głupoty komunikacyjnej, szczególnie często spotykana w korpo-świecie. Istnieje grupa ludzi, którzy twierdzą, że aby przetrwać w korpo, trzeba dać się zauważyć. Po części się z tym zgadzam. Niestety, niektórzy zbyt dosłownie biorą sobie to do serca i bez względu na to, czy rzeczywiście mają coś merytorycznego do powiedzenia, czy nie – w każdej dyskusji mają swoje 5 minut. W ich przekonaniu dać się zauważyć = kłapać nawet i głupoty, byle głośno, i ile wlezie. Męczące i damn (!), w bardzo słabym stylu.

Nie chodzi mi jednak o to, żebyśmy cenzurowali swoje wypowiedzi. Wręcz przeciwnie, pytajmy! Ile się da. Tylko błagam, róbmy to mądrze.

A mądrze znaczy z prawdziwą ciekawością poznawczą. Jeśli jesteś czegoś ciekaw, znajdź właściwą osobę (mędrca) i pytaj, o co tylko chcesz. Pogłębiaj wątki, dyskutuj, próbuj słowem pojedynkować rozmówcę. Taka zabawa może być fascynująca i potrafi zainspirować na lata – o dziwo, obie strony. Jeśli zrobisz to jednak z wyrachowania, nic z tego. Najprawdopodobniej nawet nie uda Ci się zaangażować rozmówcy w jakikolwiek, głębszy wysiłek intelektualny. I jasne, możesz nawiązać z nim jakiś dialog, ale najczęściej będzie jałowy i nie pozostawi żadnej kiełkującej treści, w twoim mózgu. Jakie pytanie, taka odpowiedź. Wszyscy powinniśmy wziąć sobie to do serca.

I jeszcze jedna rzecz. Taka ciekawość nie może tkwić w osamotnieniu. Żyje w symbiozie z umiejętnością (wy)słuchania. Przysłuchuj się ludziom dookoła – szczególnie tym, którym właśnie zadałeś jakieś pytanie. Jeśli tego nie zrobisz, jest duża szansa, że za chwilę znów będziesz prosił o tę samą wypowiedź (smutny wzrok w stronę punktu nr 2).

Lubię Cię i dobrze Ci życzę, Basta-czytelniku. Dlatego bardzo Cię proszę, weź sobie ten tekst do serca lub prześlij ludziom, którzy go potrzebują. Szkoda, żeby przez kilka, stosunkowo łatwych do zmiany przyzwyczajeń, trafić na czarną listę komunikacyjnych nieogarów.

2 komentarze
Poprzedni Mój pierwszy post w Harvard Business Review: Kiedy i jak rozmawiać o podwyżce? Następny Dlaczego nie wolno Ci zaniedbać swojej motywacji do pracy?

Cudnie Basta prawisz! i mądrze:)

true story :]