Kobieto, ogarnij swoje mocne strony!
14 stycznia 2015 Kobieta 48 komentarzy

Kobieto, ogarnij swoje mocne strony!

Przez ostatnie lata zarządzałam rekrutacją w paru największych światowych korporacjach. W tym czasie zgromadziłam worek (wór, worzydło) doświadczeń. Dziś opowiem o kilku z nich. Rzecz o kobietach i o tym jak przechodzą przez rozmowy kwalifikacyjne.

Na wstępie powiem, że historia jest w 100% prawdziwa. Nie nosi znamion literackiej fikcji ani manipulacji. Opisywane zdarzenia są jednak fragmentaryczne i nie pozwalają wyciągnąć ogólnych wniosków. Nie wyciągajmy więc. Innymi słowy: kobiety są różne. Jak wszystko.

A było to tak…

Odsłona pierwsza: Czy jesteś najlepsza?

Jakiś czas temu chciałam dotrudnić kolejną osobę do swojego zespołu. Po bożemu puściłam ogłoszenia. Były korpo strony, były #pracuj.pl -e, było wszystko, co trzeba. Po wstępnej selekcji kilka osób naprawdę mnie zaciekawiło. Torpedy. Do ostatniego etapu dobrnęły tylko dwie. Torpedy kwadrat. Obie były kobietami. Długie lata doświadczeń w branży, świetne komunikacyjnie, bystre. Błysk w oku niemal raził po oczach.

Podczas rozmowy z pierwszą z nich, przypadkowo spytałam:

ja: czy jest Pani najlepszą konsultantką w swojej agencji?

T1 [Jak Torpeda]: eghhhhhhh, ymmmm?? ymmmmm (….) ***mija prawie minuta, a na dekolcie pojawiają się wyraźne plamy od wzrostu ciśnienia*** Że jak?

Próbowałam kiedyś odtworzyć minę, która wysypała się na twarzy tej dziewczyny. To było m.w. coś takiego:

FullSizeRender-9

ja: prosta rzecz: czy jest Pani najlepsza w swojej pracy?

T1: no, chyba nie. Gdybym tak powiedziała, byłoby to takie nieskromne.

PAUZA.

Rozmowa potoczyła się swoim torem. Człowiek wyszedł,  a Basta-brew podniosła się z zastanowienia.

Po chwili przyszła kolejna kandydatka. Brew opadła, ale zastanowienie pozostało. Ponowiłam więc pytanie.

Ja: Pani T2, czy jest Pani najlepszą konsultantką w swojej agencji?

T2: Bosz, nie wiem! To strasznie trudne tak siebie ocenić.

Ja: zachęcam do spróbowania… to jak z tym jest?

T2: No nie, chyba nie. Inni też są dobrzy, a to głupio się chwalić.

No i jeszcze twarz:

FullSizeRender-10

PAUZA2.

Rozmowa potoczyła się swoim torem. Człowiek wyszedł, a Basta spadła z krzesła.

Odsłona druga: Ogłoszenie

Po kilku kolejnych tygodniach znowu padła decyzja o powiększeniu zespołu – tym razem w innym mieście. Ogłoszenia poszły. Nie były jednak zupełnie zwyczajne. Szukałam wtedy osoby, która zajmowałaby się kontaktem z pasywnymi kandydatami. To ci, którzy piszą do Was na #Linkedin -ach lub #GoldenLine -ach, oferując cudną pracę i złoty ząb w pakiecie.

Tytuł ogłoszenia: Najlepszy Researcher Świata. Internety zarchiwizowały ten post. Jeśli chcecie – sprawdźcie.

I tu zadział się kosmos. Statystycznie – do działów Rekrutacji/ HR/ Administracji etc. aplikuje 80-90% kobiet. Nie wiem czemu, ale zawsze tak było. Trochę tak jak z pielęgniarkami. Takie też były moje wcześniejsze doświadczenia. Aż tu nagle, wystarczyło, że zmieniłam lekko tytuł, dodając słowo „Najlepszy” i świat stanął na głowie, a zaraz za nim owa statystyka. Prawie 90% aplikacji pochodziło od mężczyzn. Wiele z nich było bardzo dobrych. Kobiety się wycofały. True story.

Odsłona trzecia: Basta-błąd

Wynikiem opisanej powyżej rekrutacji (tej na Researcher’a) było zatrudnienie jednego kandydata. Mężczyzny. Na pytanie o bycie najlepszym, oko nawet nie mrugnęło. Bez zająknięcia wysnuł peany na swoją cześć. Lekkość wypowiedzi przyzwoita. Czemu nie. Przyjęłam. Głównie dla kontrastu.

Potem historia nie była już tak różowa. Współpraca, merytorycznie się nie powiodła i jeszcze na okresie próbnym pomachałam człowiekowi na do widzenia.

I nie – nie próbuję tu dowieść przewagi jednej płci nad drugą. Nie chcę też powiedzieć, że historie kilku osób konstytuują ogólne wnioski dotyczące całej populacji.

To, co chcę pokazać, to [w skrócie] historia obrazująca:

  • z jednej strony, obiektywnie torpedujące dziewczyny, którym dużo trudniej osiągnąć zamierzone cele, ze względu na brak umiejętności wyduszenia z siebie, że są świetne [bo przecież są – te moje były];
  • a z drugiej: obiektywnie słaby/przeciętny mężczyzna, któremu jest o niebo łatwiej, tylko dlatego, że ma w sobie zdrowy poziom bezczelności (tej pozytywnej) i nie boi się mówić o sobie w samych (lub prawie-samych) superlatywach.

PAUZA3.

Zastanów się, Basta-czytelniku, w której grupie jesteś.

Odsłona czwarta: Kobieto, ogarnij!

Zadanie na dziś: wymień 5 swoich najmocniejszych cech. Jeśli zajęło Ci to mniej niż minutę (poszło jednym tchem), wygrałaś –przechodzisz na następną planszę, jeśli więcej – zapisz je na kartce.

Powtórz je na głos i naucz się ich na pamięć.

Potem zastanów się czy/jak często eksponujesz swoje mocne strony w pracy. Jeśli często, Basta-brawo, jeśli nie – zacznij. Najlepiej od zaraz. Czas start.

A potem przypomnij sobie wszystkie swoje (nawet małe) sukcesy z ostatniego roku. Bądź świadoma jak wiele rzeczy udało Ci się osiągnąć. Każdy z nas ma taką listę, wystarczy ją sobie uświadomić.

Bez względu na płeć. Mężczyznom też czasami tego brakuje. Niestety statystycznie, to u kobiet obserwuję to zjawisko. Skrajnie częściej niż u Panów.

KOBIETO OGARNIJ!
Znaj swoje mocne strony i nie bój się o nich mówić. Nienachalnie. Zapytana. Po prostu odpowiedz na pytanie. Za takie coś, Basta będzie twoim największym fanem. Odwagi!

48 komentarzy
Poprzedni I wzajemnie, szefie! Następny 4 grzechy główne młodego managera

Tekst pochłonęłam jednym tchem. Zgadzam się z każdym słowem. Prowadzę rekrutacje od 6 lat i zawsze, ale to zawsze na pytanie o swoich mocnych stronach ludzie zaczynają błądzić w myślach. Tak, jakby odpowiedź była ukryta bardzo głęboko. Zawsze mnie to smuciło. Ciekawe jak sama wypadłabym teraz na rozmowie, bo w sumie to miałam jedną z życiu 🙂 Pozdrawiam

Tekst świetny ! Ogarniam się już w tym momencie ! Basta-dzięki ! 🙂

Anna Anna

Ja też. Dzięki, dzięki, dzięki

Witam serdecznie, bardzo dobry tekst, czyt się lekko i przyjemnie. Zastanowiło mnie tylko słowo „dotrudnić”, gdyż nie występuje ono w słowniku polskim i jakoś tak mi dziwnie zabrzmiało.

paulinabasta.com

Witaj Basiu,
przyznam, że sama się na chwilę nad tym zastanowiłam pisząc ten tekst.
Postanowiłam jednak użyć tego słowa, bo chciałam podkreślić element powiększenia zespołu.
Dziękuję za uwagę. Czytanie ze zrozumieniem rządzi.

Nie będę niestety w stanie zacytować konkretnych badań, ale kiedy uczeestniczyłam w szkoleniu z super modnego tematu „diversity”, który w tym konkretnym przypadku zawężał kwestię wyłącznie do rekrutacji kobiet, podano że badania psychologiczne dowodzą, że mężczyźni szybciej i częściej aplikują na stanowiska pracy. Wystarczy, że spełnią 80% wymagań i już przekonani są, że są idealnym kandydatem na stanowisko. Natomiast kobiety raczej nie aplikują, jeśli nie mają pewności, że spełniają 100% wymagań.
Nie sądzę jednak, żeby rozwiązanie mogło stanowić trenowanie kobiet do innego podejścia, byłaby to straszna szkoda i w zasadzie zaprzeczenie idei „diversity” w ogóle. Rekruterzy powinni być raczej szkoleni z wrażliwości na takie różnice, powinni też tłumaczyć je managerom szukającym pracowników.
Co nie zmienia faktu, że warto sobie pewne pytania zadać zanim pójdzie się na romowę kwalifikacyjną – rekfleksyjna natura, to już chyba przecież domena bliska kobietom właśnie.

Fajny tekst, ale dlaczego teza odnosi się do kobiet? To może po prostu cecha Polaków – nie wychylać się?

Norbi Weź

Tak, Polaków, ale statystycznie i na całym świecie – bardziej kobiet.

Brzmi jak rozwiązanie problemu – podejście do sprawy z dwóch stron.
Dodatkowo popieram to co mówisz o diversity – w rozwoju kobiet nie powinno (IMO) chodzić o upodabnianie się do mężczyzn.

Bardzo dobry tekst 🙂 Na brak pewności siebie wpływa wychowanie w stylu, jeśli chodzi o kobiety, „bądź grzeczna, miła, skromna, nie wychylaj się”!itp., jak kobieta słyszy taki komunikat, to jak ma być w dorosłym życiu niezależna..?!! W USA dziewczynkom mówi się od małego „pokaż, się, wyróżnij się, bądź odważna”! itp. , dlatego też, kobiety są bardziej niezależne i mają większe poczucie własnej wartości. Warto byłoby to wprowadzić w Polsce!

Sława Mickiewicz

Czytając ten tekst przypomniałam sobie słowa, które kiedyś przeczytałam i zapadły mi w pamięci „kobiety nie doszacowują swoich umiejętności a mężczyźni je przeszacowują” ;).

Magdalena S.

A ja z kolei mam odwrotny problem. Nie potrafie wymienic moich wad. Zalety jakos sobie wbilam do glowy, ale na pytanie o wady nie potrafie wymienic nawet trzech. Nie dlatego ze jestem bez wad. Po prostu jak mam powiedziec, mojemu przyszlemu pracodawcy, ze jestem spóznialska i niecierpliwa? Może napiszesz post o podawaniu swoich wad na rozmowach kwalifikacyjnych? co wypada, jak to widzi rekruter? Będę wdzięczna, gdyz czuję sie zagubiona 🙂

Fajny tekst, to co jest tu napisane to prawda, ale ze swojego doswiadczenia znam jeszcze jedną prawdę, która istnieje bez względu na płeć:
1) gorszy pracownik zawsze mówi o sobie w superlatywach…jaki to on/a ehh i ą… przykladem jest sieć LinkedIn, gdzie ludzie mają tak pobudzoną fantazję, że głowa mała … i tacy się sprzedają,

Twój blog mnie bardzo zainspirował. Chyba nawet sama wysłałbym CV na Twoja rekrutacje tylko po to zeby pogadać przy… świeżo wyciśnietym soku z trawy jęczmiennej 🙂 Jak to dobrze ze można znaleźć jeszcze ludzi których „myślenie nie boli”. EKOlogiczna ja ci tez kibicuje!

Wysłałaś w świat ogłoszenie o najlepszym researcherze i ja się nie załapałam!
Jeśli chodzi o pytanie o bycie najlepszym. Mam tutaj dwie myśli. Pierwsza, że rzeczywiście mogę być w tym najlepsza. Druga, czasami przy tego typu rozmowach przeszkadza mi to parcie na bycie naj. Tym bardziej, że kolejne pytania pokazują, że pracodawca ma zamiar w tej pracy wycisnąć mnie jak cytrynkę. Swoją relację z pracodawcą postrzegam zawsze na zasadzie partnerstwa i ciekawa jestem co pracodawca odpowiedziałby na to pytanie i jak szybko miałby tę odpowiedź, zwłaszcza, jeśli zatrudniałby HR-ów z zewnątrz.
Natomiast jeśli chodzi o różnice w podejściu do siebie w zależności od płci – znam ten ból. To kwestia wychowania najczęściej.

paulinabasta.com

Wiesz Mari, tu chyba nie ma jednej, właściwej odpowiedzi. Jasne, że zbyt duża „zuchwałość” na rozmowie też nie popłaca. Kłopot w tym, że z mojego (długiego już) doświadczenia wynika, że u kobiet zuchwałości, lub choćby śmiałości zupełnie brak, a u Panów… hulaj dusza… Chciałabym, żeby [w zdrowej proporcji, ale dość rytmicznie] zaczęło się to wreszcie zmieniać.

To prawda. Mój mąż dość często zmienia pracę. Ja za każdym razem solidnie go przygotowuję: spisujemy ewentualne pytania, silne & słabe strony, „ulepszam” jego CV. Efekt? Na rozmowę kwalifikacyjną wchodzi pewny siebie, pewien swoich umiejętności i swojej wartości na rynku pracy. 80% rozmów przechodzi z powodzeniem. Aż w końcu przyszedł czas na mój udział w procesie rekrutacyjnym… i poległam. Nieprzygotowana, bez świadomości swoich sukcesów i mocnych stron. Zostałam zmuszona do działania: zebrac feedback na swój temat od kolegów „ze środowiska”, wypisać listy sukcesów i umiejętności, przeanalizować swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, podkreślić pozytywy. To dodaje pewności siebie i energii. Później już tylko mała czarna i praca w kieszeni!

Dużo prawdy w tym, co napisałaś. Ciężko jest doceniać samą siebie, to chyba kwestia wychowania. Mnie bardzo przeszkadza brak pewności siebie, niby wiem co potrafię, ale ciężko to powiedzieć na głos.

Jak to możliwe, że dopiero teraz trafiłam do Ciebie??? Genialne teksty.
Ja w swojej firmie również regularnie rekrutuję i regularnie zżymam się na to, że Kobiety nie potrafią mówić o sobie (ze względu na branżę rekrutuję tylko Kobiety. Chciałabym też mężczyzn, ale oni nie chcą) I na bazie doświadczeń, które mam przyznam, że zadanie pytania o „bycie najlepszą” nawet by mi nie przyszło do głowy – zapewne nastałaby krępująca cisza

klaudia

A ja jestem ogarnięta i co? i podczas rozmów kwalifikacyjnych nagle się okazuje, że moje kompetencje, umiejętności i doświadczenie są za wysokie „na wszystkie stanowiska w naszej firmie”.

Ogarniam się razem z Tobą. Tekst dał mi sporo do myślenia, bo faktycznie my kobiety, nawet jeśli jesteśmy super boskie, nie potrafimy się do tego przyznać. Mężczyznom jest łatwiej. Ale nie ma co zwalać winy na płeć, pora się ogarnąć. Po dłuższym zastanowieniu udało mi się znaleźć 5 mocnych stron. Niestety pewnie na rozmowie kwalifikacyjnej zajęłoby mi to dużo więcej czasu.

paulinabasta.com

Teraz już nie, Ola. Teraz swoje talenty masz już uświadomione… Duży krok na przód!:-)

… z innej strony… może to jest też tak, że osoby, które na takie pytanie robią minę i się zastanawiają są lepsze we współpracy? Bo widzą też zalety innych, nie boją się tego, a dzięki temu ich relacje w zespole wyglądają całkiem inaczej. czytaj: znacznie lepiej!. Ktoś, kto bez mrugnięcia okiem stwierdza: jestem najlepszy, najprawdopodobniej włożył sporo wysiłku w utwierdzeniu się w tym przekonaniu. Jest mu ono potrzebne, w byciu najlepszym upatruje swoje bezpieczeństwo. Kiepsko widzę współpracę z kimś o tak niskim poczuciu własnej wartości… ekhm… jest późno… czy ja piszę zrozumiale?? :))

paulinabasta.com

Pewnie, że zrozumiale 🙂
To nie jest łatwy (i czarno-biały) temat. Nie chodzi o zuchwałość, butę czy inne takie. Chodzi o samoświadomość. O gotowość do mówienia o sobie dobrze. Bez totalnego zażenowania samym tematem…

A czy BEZ bezczelności się nie da? 🙂

Świetny tekst. Ogarniam się i pozdrawiam!

paulinabasta.com

Bez świadomości swoich mocnych stron (i gotowości na to, żeby o nich opowiedzieć), może być po prostu dużo trudniej… Ale dać, to na pewno się da;-)

Basta ale z Ciebie Bestia 🙂 tekst ważny, mądry i potrzebny! Dasz się zaprosić do poprowadzenia warsztatów dla kobiet? Zostaniesz Mentorką?

paulinabasta.com

Hej Lucy,
dziękuję za zaproszenie. Tego typu tematy zawsze są dla mnie ciekawe. Kilka osób mam już na mentoringu i zdarza mi się szkolić. Do złożenia kolejnej deklaracji potrzebowałabym jednak trochę więcej szczegółów. Napisz, proszę wiadomość na priv. Na pewno odpiszę.

Małgorzata Surkont

Dzięki za ten tekst! Akurat szukam pracy i wiem jak trudno być pewnym siebie w takich sytuacjach. Zwłaszcza, kiedy przepytują faceci.

Ale zmotywowalas mnie do ogarniecia moich mocnych stron i do tego, by nie dac po sobie jechac, bo przeciez nie jestem autostrada. Pozdrawiam serdecznie Beata

Kiedy zgłaszają się do mnie kobiety po wsparcie coachingowe, zawsze zadaję im na początek pytanie: Kim jesteś i z czym do mnie przychodzisz? Bardzo rzadko słyszę w tych opowieściach o tym, że moje rozmówczynie czegoś dokonały, w czymś są dobre, jakie mają pasje i talenty. Dopiero po kilku spotkaniach okazuje się, że potrafią mówić o sobie w superlatywach. Już po kilku spotkaniach nabierają wiary w siebie i swoje możliwości. Dlaczego tak jest? Najczęściej decyduje tu wychowanie, a ściślej mówiąc rodzice. Jedni mówią, że dziewczynkom nie wypada się chwalić, że mają być skromne. Inni – że talenty nie są istotne w przypadku kobiet, tylko wiedza, która da prestiż i pewną pracę. I dorastamy w tych warunkach przekonane, że nie warto mówić o sobie dobrze i że to, co mamy w sobie najcenniejszego jest nic nie warte. Odwagi dziewczyny!!!

Niestety też to obserwuję. Ostatnio na szkoleniu MMI aż mnie zatkało. Dostaliśmy do wykonania zadanie, gdzie trzeba było przełamać swój strach. Faceci szli ja przecinaki a dużo kobiet zaczęło się poddawać. Faceci im na to pozwalali. A ja nie, ja kila z nich wzięłam za rękę i pokazałam, że mogą. 🙂

Jakże doskonale ujęła Pani w pięknym tekście to, co sama zauważyłam obserwując kobiety pracujące w korporacjach, znakomite, pracowite, oddane, a jednak… wciąż pozostające w cieniu swoich kolegów, którym do przebicia wystarczy zwyczajna „bezczelność”, o której Pani pisze. My kobiety, wciąż myślimy o sobie „matki polki”, poświęcamy się bezgranicznie wykonując ponad nadmiarowo swoje obowiązki, zawsze skromne, bo wciąż mamy poczucie, że tak trzeba. Absolutnie przyłączam się do apelu i krzyczę również głośno: KOBIETO – OGARNIJ SIĘ!!! Uwierzmy w siebie, bo my naprawdę jesteśmy NAJLEPSZE!
I pozdrawiam ciepło wszystkich Panów:-)

Paulino, uwielbiam Twój blog, wiele wpisów mnie poruszyło i zmusiło do przemyśleń.
Nie podoba mi się jednak samo pytanie „czy jesteś najlepsza”, bo akurat to mało zależy od nas, a bardzo od innych w zespole. Nie sztuka być najlepszym w przeciętnym zespole. Nie sposób być najlepszym na całym świecie. Ja teraz pracuję z Panem, o którym mogę powiedzieć, że jest zawodowo moim mentorem. Ja nadrabiam zaangażowaniem i pracowitością, ale wiedzą i doświadczeniem ten Pan mnie przewyższa (ja mam 30 lat, a on 67). Nie jestem wiec najlepsza, ale dzięki naszej współpracy jestem coraz lepsza. Mogę jednak bardzo łatwo być „naj”: wystarczy że zmienię firmę. Byłoby to łatwe, gdyż mam całkiem sporo propozycji pracy, miedzy innymi od firm gdzie znam zespół i gdzie faktycznie bycie „naj” nie byłoby dużym wyzwaniem. Ale czy to, że będę mogła się pochwalić byciem „naj” w jakikolwiek sposób wpłynie na faktyczną wartość mojej pracy? W żaden. Ja się nie zmienię, a jedynie odniesienie.

paulinabasta.com

Jasne, pełna zgoda. Ale w tym pytaniu/ eksperymencie nie szukam odpowiedzi twierdzącej, tylko badam gotowość do podjęcia tematu oceny swoich osiągnięć. Nie mówię, że „właściwą odpowiedzią” jest gromki okrzyk: „tak, jestem najlepsza”. Próbuję ludziom uzmysłowić, że takie pytanie jest jednym z wielu i nie powinno nas aż tak onieśmielać – szczególnie, że widzę w tym obszarze poważne różnice między mężczyznami a kobietami.
Jedna z dziewczyn, o których piszę dostała ode mnie ofertę, a z drugą jestem w kontakcie do dziś. Decyzja o zatrudnieniu nie bazuje przecież tylko na deklaracjach kandydata.

No w sumie racja że powinnyśmy umieć chociaż podjąć temat oceny siebie i porównania do innych. Będziemy w pracy oceniane i porównywanie czy tego chcemy czy nie, więc faktycznie dobrze jak będziemy miały coś do powiedzenia w tej sprawie.

paulinabasta.com

Zgodziły się:-)

[…] relacjach w pracy – kobiecych mocnych stronach oraz o komunikacji międzyludzkiej. Dziewczyny przeczytajcie to i zastanówcie się, czy same tak […]

[…] Dzięki Pani Swojego Czasu trafiłam na bloga Pauliny Basty i tekst Kobieto ogarnij swoje mocne strony. […]

[…] Dzięki Pani Swojego Czasu trafiłam na bloga Pauliny Basty i tekst Kobieto ogarnij swoje mocne strony. […]

Po prostu wiele osób zostało tak wychowanych, wpajało im się, że chwalenie się jest czymś złym.

Karina

Świetny wpis. Fakt – czas się ogarnąć 🙂 Dzięki!

paulinabasta.com

Ja też dziękuję, Karina! I trzymam kciuki… 🙂

Nauka potwierdza (http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S002210311300036X), że aktywacja np. poprzez torowanie (priming) poczucia własnej skuteczności, mocy („power”) ułatwia pozytywne przejście procesu rekrutacji. Inną sprawą jest, dlaczego takie poczucie jest łatwiej dostępne u mężczyzn niż u kobiet, stawiam na proces socjalizacji.

Beata Bed

Witam. Mam 44 lata i odkrywam siebie. Tekst świetny. Znasz powiedzenie: siedź w kącie a znajdą Cię..
Wciąż jeszcze w tym kącie siedzę, ciepło tu i przytulnie i tak.. hmm chyba bezpiecznie, a jednak ciasno i powietrza jakoś brak.. Na trochę z tego kąta wybiegam, coraz śmielej i dalej, ale to trudność ogromna. Dla mnie. Ogarnę się więc i częściej będę myślała o sobie dobrze. Dziękuję.

Wow…no WOW! Końcówka wymiata 😉

Ale tych najlepszych jest niewielu, a wszyscy pozostali najlepsi (jeszcze) nie są… Człowiek, który myśli o sobie, że jest najlepszy (niezależnie od stanu faktycznego), nie ma już motywacji, żeby się uczyć i rozwijać. Za to ci, którzy tak o sobie nie myślą, nawet jeśli faktycznie są najlepsi, zawsze jeszcze znajdą coś, czego mogą się nauczyć. Wydaje mi się, że często jest tak, że im więcej człowiek ma wiedzy i umiejętności, tym więcej ma pokory i świadomości, ilu jeszcze rzeczy nie wie. Tylko ograniczonym ludziom się wydaje, że wiedzą i potrafią wszystko. Reasumując: może kobiety częściej o tym wiedzą niż mężczyźni… 🙂

Witam 🙂
Mnie w życiu denerwuje jak jakaś płeć, chce, próbuje udowodnić, że tak druga płeć przeciwna jest głupsza..
Kobiety uważają, że mężczyźni są od nich mniej inteligentniejsze, o tak po prostu, bo faceci są głupi i nie odpowiedzialni.
Mężczyźni uważają, że kobiety są niej inteligentniejsze, też tak porostu ,,do garów”.
Mi się wydaje, że jest to przez naszą Polską naturę.. Mąż pracuje, a kobieta odwala całą robotę w domu i próbuje wybić się, że nie jest gorsza.
Ja nie uważam, że płeć odpowiada za inteligencie, ale wydaje mi się, że większy procent kobiet jest dokładniejsza.

Na szczęście razem z mężem dzielimy się obowiązkami i stara się zrozumieć kobiety.
Pamiętacie drugi czarny protest? A czytaliście, co inne kobiety pisały? Była tylko, to żenada i prawda co pisały na nie. I tamte argumenty zostały przez nie odrzucone. Jak by podobało i mi się jak teraz jest. Moim zdaniem na czarnym proteście miały dobre powody łamania praw kobiet w Polsce. Jeżeli nie widzieliście, to zapraszam poszukać sobie i poczytać, co inne kobiety myślą o innych kobietach, które chcą coś zmienić.

Pozdrawiam.