Zarządzanie (swoim) wiekiem
9 marca 2016 Praca 10 komentarzy

Zarządzanie (swoim) wiekiem

Coraz więcej się ostatnio pisze o zarządzaniu wiekiem. Najczęściej w kontekście ludzi starszych. Jak ich zaktywizować, jak czerpać z ich doświadczeń etc. Bardzo mało z kolei mówi się o tym, jak odnosić się do tych sfer, w kontekście ludzi, którzy wciąż jeszcze biznesowe mleko mają pod nosem (coś jakby ja i moje pokolenie).

Jakiś czas temu prowadziłam rozmowę wstępną z kandydatem na jedno z wyższych stanowisk w firmie. Przyszedł człowiek z ponad 35-letnim doświadczeniem w branży. Wiek biologiczny, był proporcjonalny do zawodowego. Rozmowa toczyła się regularnym rytmem. Kilka ciekawych opowieści, kilka ciekawych doświadczeń. Aż do momentu, kiedy pojawił się wątek syntetyzujący. Padło pytanie o najważniejszą naukę płynącą z tych wszystkich lat.  Człowiek na chwilę zawiesił wzrok, a po chwili powiedział jedno słowo.

Pokora.

To nie była dla mnie odpowiedź oczywista.

Polska w ostatnich latach rozwinęła się tak bardzo, że funkcje, które na zachodzie (w najmłodszym wydaniu) są pełnione przez ludzi w wieku 45+, u nas są powierzane trzydziestolatkom. Forma podawcza odnosi się zazwyczaj do naszej ambicji, możliwości, liczby ukończonych, mądrze-brzmiących-kursów i innych takich.

A my, młodzi-ambitni, bierzemy na klatę. Bo przecież tak trzeba. Coby tę, rzeczoną ambicję czymś wypełnić.  Wyhodowaliśmy więc sobie całą gwardię „dzieciaków” [uczciwie odnoszę ten tekst również do siebie], która bawi się w poważne, zawodowe życie. Buduje okrągłe zdania, mądrze dobiera ton wypowiedzi i udaje, że różnica wieku (=doświadczenia) wśród rozmówców nie gra roli. Taki model nawet się sprawdza. Na koniec dnia – gwardia osiąga zamierzone cele.

Koszty jednak są często dużo wyższe niż być powinny. Wypalenie, wyczerpanie, poczucie ciągłej potrzeby bycia lepszym.

A przecież można inaczej. Jeśli czujesz się czasami ofiarą swojego wieku, odetchnij. Mając dwadzieścia lub trzydzieści parę lat, masz prawo nie wiedzieć, czasami się pogubić. Mimo tego, że jesteś już w mega poważnej roli i co drugi dzień musisz wbijać się w garniturowy mundur. Metod zarządzania projektem można nauczyć się z książek. Zasady dojrzałego funkcjonowania w biznesie, rozumie się dopiero po długich latach, koniecznie własnych doświadczeń. Tego procesu nie da się przyspieszyć i zredukować do weekendowego kursu dobrego managera.

Na weekendowych mówią o metodach. Na tych, które funduje nam życie – o pokorze.

Czujecie różnicę?

10 komentarzy
Poprzedni Mama (nie)wraca do pracy Następny To się zdarza nawet dobrym ludziom

Zrezygnuj

Bożena Czekańska

mam 45 lat. pracuję jako HRowiec. Firma młoda, ludzie w niej jeszcze młodsi. średnia managerów 32+. Uwielbiam czerpać garściami z młodych. Uwielbiam ich wiedzę, zapał, mądrość. Zazdroszczę im czasem czasów :). Uwielbiam tych, ktorym się chce mieć jeszcze iskierki w oczach. To mnie kręci. Ale jeszcze bardziej kręci mnie to, kiedy czasami młodzi zasiadają głodni opowieści… są zasłuchani w opowieści o zwyczajnych, prostych, szarych ale tak prawdziwych i ważnych doświadczeniach… życiowych :))) i że nie ma tego złego… :). PS. Tobie gratuluję i dziekuję równocześnie. pozdrawiam 🙂

paulinabasta.com

Bo to prawda, Bożena. Nie ma drugiej, tak cennej rzeczy, jaką jest doświadczenie człowieka. To życiowe. Jego siła czasami jest porażająca. W kryzysie wprowadza spokój i bezpieczeństwo, w czasach dobrobytu – dostarcza energii do podejmowania odważnych decyzji.

Paulina, dziękuje Ci za ten tekst, jakoś dzisiaj zadziwiająco mocno tego potrzebowałam.

Kaśka

Zanim przewinęłam tekst do tego jednego słowa, napisało mi się w pierwszym odruchu w głowie. Mimo, że mam trochę ponad połowę doświadczenia zawodowego Twojego rozmówcy, rozumiem, o czym mówi. Żeby było jasne – od niedawna to rozumiem. I to nie jest synonim zgody na ciosy i nadstawiania policzka. Według mnie to więcej cierpliwości, takiej analitycznej: przeczytaj maila do końca, zanim złapiesz za słuchawkę i wykrzyczysz, że źle, zapytaj, czy na pewno tak samo to rozumiesz, słuchaj, słuchaj, miej argumenty do obrony. Czas pokazuje, że to wcale nie jest takie oczywiste 🙂 Wydaje mi się, że to cechy wieku, którymi się zapracowuje na szacunek. Dzięki Paulina, to było dobre słowo :).

Super przesłanie! To już kolejny tekst, który podeślę swojemu Prezesowi (pierwszy był o człowieku- tabelce). Nie wiem jak mam mu wytłumaczyć, że nie zmotywuje ludzi do pracy robiąc „szefami” ich rówieśników… Bo tym co szuka się w swoim przełożonym poza wiedzą, merytoryczną także jest autorytet a tego nie zbuduje się na ilości zrobionych kursów czy przeczytanych mądrych książek. W mojej ostatniej pracy, szefem był starszy Pan blisko 60, ale miałam taki szacunek, taki podziw do tego co przeżył, zobaczył i się nauczył że zostając na nadgodziny z nim to była przyjemność i okazanie uznania, a nie zmuszenie do pracy ponad etat. Teraz nade mną jest osoba dwa lata starsza ode mnie i widzę sama po sobie jakie się ma odczucia…
Jesteś świetna, masz wyczucie i piszesz o rzeczach które codziennie spotykam w swojej pracy.
Pozdrawiam!

Coraz wcześniej mamy być dorośli i odpowiedzialni, a najlepiej to wiedzieć, co się będzie robić już na poziomie szkoły podstawowej. Z jednej strony cieszę się, że na poważne stanowiska mają szanse ludzie młodzi, to napawa mnie optymizmem na przyszłość, ale z drugiej strony ciężej mieć do takiej osoby szacunek, bo jeśli jest tylko np. dwa lata starsza, to jak tu być na „Pan, Pani”. Ostatnio zauważyłam, że odchodzi się od „Pan, Pani” na rzecz angielskiego stylu, ale mnie to nie przekonuje, bo jak tu zwrócić komuś uwagę i być wymagającym, gdy jest się na ty?

Kiedyś brałam udział w rocznym programie rozwojowym pod piękną nazwą Liderzy przyszłości . Każdy z nas miał możliwość wyboru mentora- również na rok. Lista osób, z której wybieraliśmy, była pełna ludzi na wysokich stanowiskach. Ja wybrałam Szefową Departamentu zarządzania ryzykiem operacyjnym banku. Kiedyś na jedno ze spotkań przygotowałam takie zadanie, o którego zrobienie Ją poprosiłam. Wypisałam na małych karteczkach różne ważne rzeczy- w tym POKORĘ i poprosiłam Ją, aby ułożyła tę rozsypankę według priorytetów. Pokora była na samym szczycie listy. Z całego rocznego programu mentoringu zapamiętałam tylko tę jedną chwilę 🙂

Grzegorz

Pracowałem w korpo, gdzie wielu managerów i kierowników było ok.30tki, a nawet jeden czy dwóch dyrektorów departamentu ok.40stki. Czy oni sami to brali na klatę? Pewnie tak, ale z drugiej strony również sami sobie tych awansów nie przyznawali. To firma chciała ich mieć na takich stanowiskach w takim wieku. Oczywiście nie wszyscy się sprawdzali i byli lubiani, bo co niektórym woda sodowa i ambicje uderzały do głowy.
Przyznam, że nie rozumiem – skąd u nas taki pęd do odmładzania kadry zarządzającej ? Dziwny mamy ten model biznesowy, gdzie utarło się że manager musi być młody (najlepiej max. 35 lat) a staże managerskie są kierowane wyłącznie do ludzi po studiach. Ja mam 42 lata i ciężko mi się pogodzić z tym, że mimo ambicji, potencjału i zdobytego doświadczenia, proponuje mi się stanowiska junior-specjalistyczne.

Pokory nam wszystkim. Genialne 🙂