Za co kobiety kochają mężczyzn
11 listopada 2015 Kobieta 24 komentarze

Za co kobiety kochają mężczyzn

Oczywiście, że nie wiem. Pewnie jednej, złotej reguły nie ma. Wiem jednak, za co kocham ja.

I nie, to nie jest tekst o moim małżeństwie. Będzie dużo szerzej.

Historia minionego weekendu.

Jeśli jesteś regularnym Basta-Czytelnikiem, wiesz, że jestem żoną i mamą. Pierwsza córka ma trochę ponad 3 lata, a druga wczoraj skończyła 3 miesiące. Wniosek: dzieci są małe. Siedzę teraz na macierzyńskim, omijając korpo szerokim łukiem. Korpo tak, życie nie. Rozkład tygodnia jest wciąż dość napięty, bo poza karmieniem, spacerowaniem i ogarnianiem potomstwa, robię rzeczy, które sprawiają mi radość.

Na ten przykład, w piątek odbyło się drugie spotkanie grupy, którą współtworzę. Roboczo nazywamy ją Wrocławskim Klubem Kibica. Kibicujemy kobietom. W zasadzie we wszystkim. Czasami zdarza nam się zainspirować, czasami poznać ze sobą osoby, które mogą sobie nawzajem pomóc. Ot, takie tam – ważne rzeczy. Jako że grupa nie ma agendy zarobkowej (wręcz przeciwnie), przygotowania spotkań trochę od nas (grupę odpaliłyśmy we trzy) wymagają. W piątek więc już po 15-tej wyjechałam z domu, żeby wszystko grało na powitanie gości. Było mycie jabłek, przenoszenie mebli, mieszanie w garze z zupą. Spotkanie udało się cudnie (!!), ale do domu wróciłam po prawie sześciu godzinach.

W tym czasie Basta-Mąż zabawił, umył, nakarmił i położył spać potomstwo.

Miałam trochę stresa czy ogarnie. Czy nie zestresuje się na zapas. Wszak nie zawsze z maluchami jest łatwo. Wiadomo. W połowie spotkania wysłałam więc smsa. Brzmiał zaskakująco oczywiście:

– Jak tam, Kochany? – spytałam.

On mi na to zasadził v-iadomością:

Odpadłam.

Przyznam, że trochę spodziewałam się odpowiedzi w stylu „Jest ciężko, ale ogarniam”. W najlepszym przypadku, „dam radę, ale będziesz się musiała odwdzięczyć”. Liczyłam na delikatny sznyt, wpychający we wcale niedelikatne poczucie winy. Niby mimochodem. Ale jednak.

A tu proszę. Żadnego wyrzutu, żadnych dupereli. Po prostu – cieszę się, że dobrze się bawisz. My czekamy w szczęśliwości.

Jak przyszłam do domu były fajerwerki. Po spotkaniu czułam się fantastycznie – adrenalina wypływała uszami <ono naprawdę było dobre!!>. Jednak znaczna część szczęścia tego wieczoru płynęła z całości. Ja po prostu czułam się na szczycie świata. W całej, życiowej konfiguracji. Na czele z tą rodzinną.

Z męża byłam bardziej dumna niż wtedy, gdy przebiegł Runmageddon, nieumarłwszy. Lubię, kiedy żyje.

Zapałałam nagłą, nieopanowaną miłością. Bo mówić „kocham” każdy głupi potrafi. Robić „kocham”, tylko nieliczni.

Zazwyczaj piszę do kobiet. Taką misję sobie wymyśliłam. Dziś jednak zwracam się do Panów. Świata.

Niech Wasze kobiety będą z Was dumne. Zamiast wyrzutu sumienia za chęci do życia, serwujcie im naleśniki.

Gwarantuję (i stawiam na to swoją, cenną Basta-głowę), że zyskacie na tym nie tylko Wy sami. Zyskają Wasze związki, rodziny i nastrój, co zostanie na pokolenia.

Bo kocham to nie słowo przecież.

Kochajcie się!

Polecam.

24 komentarze
Poprzedni Jak chcesz dostać, zacznij dawać. Rzecz o rekrutacji Następny Obudź się człowieku pierwszego świata

Obiecuje, że będzie! Jak tylko oczywiście jakąś znajdę! 🙂

paulinabasta.com

To szukaj intensywnie. Marnujesz się;)

Mamy tak samo fajnych mężów! 🙂

paulinabasta.com

Im ich więcej, tym świat jest lepszy.
Uściski dla owego:).

„Szczęśliwe żony mają wspaniałych mężów, co oczywiście działa w dwie strony. Ja uszczęśliwiam jego, on uszczęśliwia mnie i oboje jesteśmy wspaniali. Tak wspaniali i tak szczęśliwi tylko w tym duecie.” 🙂

Maz: oragniety, utalentowany, panujacy nad sytuacja…az sie chce szepnac „jaka zona tako maz” 🙂

paulinabasta.com

Chyba całkiem nieźle się dobraliśmy. Co prawda, to prawda:)

Zobaczyłam zdjęcie na Instagramie i pomyślałam sobie: no dobra, ale co z Bobasem?! A tu proszę… a ja se na za długo nie wychodzę, no bo… czy tata ogarnie? Umm… Ogarnie! No bo co w końcu, kurczę blade… 🙂

paulinabasta.com

Ogarnie na bank! Pewnie lepiej niż Ci się wydaje!.. Tatusiowie fajne chłopaki:).

Marcelina

Pięknie!!!
Mam to szczęście, że jestem dumna. Rodzina ponad wszystko!

Błażej Tomczak

Przepraszam ale czy powodem zachwytu jest to że mąż umie robić te same rzeczy co żona? Bo dla mnie to robienie z mężczyzn ofiar losu w niektorych kwestiach, co być może wielu panom jest na rękę.

paulinabasta.com

Raczej taki, który prawdziwie wspiera. Nie wywołuje poczucia winy, nie podkreśla faktu, że misja nie należy do najłatwiejszych. No bo przecież nie o umiejętność smażenia tu poszło (choć ta też w cenie)…

Mąż w bardzo niewielu przypadkach potrafi robić te same rzeczy, co żona. Przynajmniej jeśli chodzi o bardzo małe dzieci. I nic w tym dziwnego. A w jeszcze mniejszej liczbie przypadków mu się chce je robić. I tu chodzi o to chcenie bardziej, niż samo umienie, że tak powiem.

Błażej Tomczak

Pełna zgoda, że nie nakarmi piersią. Pełna zgoda, że w innych kwestiach mu się nie chce. No bo i po co, skoro polska mama nawet tego od niego nie oczekuje (od razu mówię, że nie mam na myśli podziału obowiązków gdzie ktoś pracuje w biurze a ktoś w domu – chociaż i w tych przypadkach ważny jest czas pracy na obu tych etatach). Ja wychowywałem się w zupełnie nienormalnej rodzinie gdzie ojcu korona z głowy nie spadała kiedy tak jak matka prał, prasował i gotował a dla mamy nie było problemu palić w piecu czy naprawić bojler 🙂 Dopiero jako dorosły dowiedziałem się, że tak ciężka praca jak mycie okien zarezerwowana jest w Polsce dla kobiet (ciekawe, biorąc pod uwagę, że ciężkie prace w domu wykonują w Polsce mężczyźni). W dodatku ojciec nie był typem pantofla a matka nie nosiła wąsów i nie byli parą hippisów (co oczywiście również szanuję). Oczywiście że się jakoś tam dzielono obowiązkami. To były lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Każdy żyje jak chce ale czasami myślę sobie, że kobiety mają w Polsce ciężkie życie z którego są bardzo zadowolone.

Przeczytanie tego w piątek, 13-go … bezcenne 🙂 Dużo racji w tym, co piszesz. W pełni podzielam refleksję. Z wykonaniem, jak to w życiu, różnie jest.

Hej, a ja jestem ciekawa co to za grupa i co to za spotkania, no i czy jest tylko dla znajomych/wtajemniczonych, czy można dołączyć? 🙂

paulinabasta.com

Następnym razem, mam nadzieję, że będzie można dołączyć. Szczegóły tutaj: https://www.instagram.com/p/9wc0g2Mo8F/
Będę (najprawdopodobniej) zajawiać na blogu:)

Super, jestem bardzo ciekawa 🙂 W razie czego zgłaszam się do kolejki po zaproszenie. Pozdrowienia!

W pełni się zgadzam, że ojcowie ogarniają wszystko – czemu mieli by nie dać rady przecież też są tak samo myślącymi istotami jak my kobiety i tak samo kochają swoje pociechy. Zauważyłam wśród znajomych, że my kobietki rzadko prosimy o wsparcie i dopuszczamy naszych kochanych mężów czy partnerów do opieki nad naszymi pociechami. Jedne z nas zakładają steoretypowo, że to nasza rola albo że Tata sobie nie poradzi, jeszcze inne, że przecież Tato nie zapewni ciepłej piersi z mlekiem – są jednak inne oszukiwacze laktaror, butelki, smoczki – pytanie tylko do każdej z nas czy tego potrzebujemy i chcemy. Ja czasem też się łapie na tym, że jak maszyna biegnę pierwsza, gdy córa zapłacze mimo, że widzę męża zmierzającego powoli do pokoiku dziecięcego – tak jakoś dziwnie jesteśmy zaprogramowane. Ale wyleczył mnie z tego komentarz, który usłyszałam rano od 4 letniej córki kiedy to zostawiłam swoje pociechy pod opieka Taty a sama poszłam na wieczorne spotkanie, a brzmial on tak:
„A czy dziś też sobie pójdziesz wieczorem, żeby Tato położył nas spać?” Ja na to – „Nie, dzisiaj zostaje z Wami” , na to rozżalona córka ” Szkoda”, wiec dopytuje dalej a dlaczego szkoda, „Bo Tato pokazał mi jak puszczał bańki rurką jak był mały i to była super zabawa”.

Każda z nas chce być jak najlepszą mamą i każda z nas robi to na swój sposób, bo każda z nas jest inna. Jedne czerpia energię z przebywania z dziećmi jak najwięcej inne potrzebują czasem zrobić coś innego. Więc jeśli do szczęścia i spełnienia potrzebujemy wyjść z domu to nie miejmy wyrzutów sumienia. Tato na pewno sobie poradzi – zobacz BastaMąż, mój i grono innych daje sobie radę musimy im tylko na to pozwolić.

Co jeszcze zauważyłam, że wiele moich koleżanek nie mówi szczerze partnerom o swoich potrzebach z góry zakładając, że oni tego nie zrozumieją. Ja nauczyłam się, że działamy z mężem jak jeden zespół, którego celem jest mieć szczęśliwą rodzinę więc jeśli Tato potrzebuje realizować swoje potrzeby to Mama mu w tym pomaga, jeśli Mama chce realizować swoje potrzeby to wtedy Tato wspiera ją swoją pomocą. Dzieci widząc to również uczą się współpracy i wspierania siebie na wzajem. Trzeba tylko szczerze ze sobą rozmawiać.

paulinabasta.com

Kasia – czytając bańkowy wątek, zacieszyłam (do tej pory mam lekki uśmiech na twarzy). Bo ja to sobie myślę, że tak mamy jak i tatusiowie muszą mieć czas na budowanie swojej własnej (nie tej kolektywnej) relacji z dzieciakiem. Te momenty są fantastyczne… Oczywiście bez radykalizmów (nie codziennie), ale w zdrowej proporcji, wszystkim to wychodzi na dobre.
Pozdrawaim Ciebie, męża i dzieciaki!

Fajne emocje, dzięki 🙂

Przecież jak można nas nie kochać…..
tak jak i Was.

paulinabasta.com

Tylko kochać:) i zajadać naleśnika:)

Nudno by było na tym świecie bez facetów 😉