Trudne sprawy. Rozmowa.
26 maja 2014 Praca 1 komentarz

Trudne sprawy. Rozmowa.

Przez ostatnie lata uczestniczyłam w wielu szkoleniach. Głównie z zarządzania zespołami. Były różne, lepsze i gorsze. Wszystkie miały jednak jedną wspólną cechę: wyposażyć mnie w narzędzia niezbędne do prowadzenia trudnych rozmów z pracownikami.

I tu zaczyna się zabawa.

W każdym przypadku, dostawałam zestaw narzędzi obronnych. Jak się wybronić kiedy pracownik prosi o podwyżkę, co robić jak marudzi, że ma za dużo pracy, a co w przypadku gdy coś tam innego mu nie leży. Wszędzie bardzo podobny schemat zachowania, podobne rekomendacje.

W wielu przypadkach uczymy się jak zamydlić ludziom oczy, ominąć temat, grać na czas. Rzeczowo i profesjonalnie wytłumaczyć, że podwyżka się nie należy, bo trzeba czekać na koniec roku i roczną ocenę. Zbyt duża ilość pracy z kolei to tylko iluzja, efekt złego zarządzania czasem przez pracownika. I tak w kółko.

A przecież można inaczej..

Trzeba tylko wyjść ponad tę wyuczoną sytuację obronną. Zaczynajmy zawsze od słuchania. Niech człowiek powie, co mu na wątrobie siedzi. Niech uargumentuje. Znajdźmy na to czas i nie ucinajmy rozmowy tylko dlatego, że temat nie jest wygodny. Niby proste, a tylu ludzi już na tym poległo.

A potem do rzeczy- szczerze i rzeczowo. Na tyle, ile to możliwe, pracownik powinien znać mechanizmy panujące w firmie. Wiedzieć jakie są nasze możliwości i ograniczenia. Jeśli rzeczywiście prośba o podwyżkę jest uzasadniona- twoim obowiązkiem jest o nią zawalczyć (nawet jeśli czasami bez powodzenia). Z kolei jeśli uzasadnienia nie kupujesz- nie zasłaniaj się procedurami, nie przeciągaj. Jasno, na twarz rzuć pracownikowi jak to widzisz. Jeśli jest choć trochę ogarnięty, doceni szczerość i fakt, że wreszcie ktoś ma szacunek do jego inteligencji.

Bezwzględnie trzeba słuchać swojego zespołu! Jeśli Ty nie będziesz mieć na to czasu, możesz być pewien, że inni w grupie Cię w tym wyręczą, a poligon narzekania przeniesie się do kuchni, spotów dla palaczy czy innych kantyn. Złe emocje są zaraźliwe i rozprzestrzeniają się jak wirus. Siedzą w organizmie na długo przed chwilą, kiedy możesz dostrzec pierwsze objawy infekcji. A stąd już często prosta droga to epidemii…

1 komentarz
Poprzedni Konfrontuj co się da Następny Niewykorzystane okazje się mszczą

O tak, zgadzam się….. A epidemia bardzo boli!