Obudź się człowieku pierwszego świata
18 listopada 2015 Życie 27 komentarzy

Obudź się człowieku pierwszego świata

Dziś jest taki dzień, kiedy zasiadłszy do pisania, nie miałam wyboru. Ten tekst nie mógł być o niczym innym.

Mimo że mój pierwszy magister jest politologiczny, od polityki zawsze stroniłam. Dziś (i wczoraj) ktoś jednak porządnie wyprowadził mnie z zen.

Kiedy w piątek w Paryżu świat oblał egzamin z człowieczeństwa, ja w nieświadomości kontemplowałam ostatnie chwile krótkiego wypadu do UK. Były śmiechy, chichy, snucie planów na przyszłość. Bo przecież wszyscy wierzymy, że ta jeszcze szeroko przed nami. To jeden z aksjomatów życia, co? Myślisz, że jeszcze dużo przed Tobą, że masz czas. Więc planujesz, układasz, czekasz na pomyślne wiatry…

Rano (wciąż w nieświadomości, bo z zasady na wakacjach próbuję odciąć się od bieżączki) całą rodziną wsiedliśmy do samolotu i z tym samym uśmiechem przylecieliśmy do Polski. Już na lotnisku zalogowałam się do prawdziwego świata i przez dłuższą chwilę nie mogłam się ruszyć.

– Emil, ataki jakieś były. Ponad sto osób nie żyje. I już nigdy nie odżyje. Mówią, że to dopiero początek…

Ten dzień był w większości, po prostu cichy. Nawet trzymiesięczna potomkini jakoś tak nie płakała. Jakby i ją dopadł smutek wychodzący aż z żołądka.

W kolejnych, zaczęłam już myśleć rozumem. A ten jak zwykle mówił racjonalnie: zamiast na problemie, skup się na jego rozwiązaniu. Myślałam, więc, że strach trzeba opanować. Że to przecież do zrobienia, nawet w wydaniu tak zbiorowym (są na ten temat badania, techniki, mądrogłowe metody). Że teraz, jak nigdy wcześniej, potrzebna jest wspólnota i zaufanie do drugiego człowieka (!). Tego na grzędzie obok. W grupie przecież siła. Że wszystko, co przyziemne i małe zejdzie na drugi plan. Że ludziom, a w szczególności klasie politycznej już nie będzie się chciało bić piany na tematy rodem (excuse my language) z dupy. Byłam pewna, że to był moment, kiedy nasz świat się zmienił. Na dobre. Na lepsze. Że oszołomstwo się skończyło. Czułam nawet, że hejtu będzie mniej w sieci. Tego rodzimego, wewnątrz-polskiego. Bo przecież wystarczy, że już 80 000 bojowników ISIS nienawidzi nas do szpiku.

Myliłam się.

Czy ktoś z Was pamięta te czasy, gdy TVP2 transmitowało rano obrady sejmu? Za dzieciaka zawsze się dziwiłam, jak to można oglądać. Dziś niemal cały dzień wgapiałam się w telewizor. Z niedowierzaniem.

Zarządzenie tematem publicznego zagrożenia/strachu w zasadzie nie istnieje. To trochę tak jak z moją starszą córką, która myśli, że jak zasłoni oczy, to ja jej też nie widzę. Ona ma do tego prawo, ma trzy latka. Chciałabym żyć w kraju, w którym klasa polityczna jest jednak pełnoletnia.

Nie widziałam dziś nic, co sprawiło, że jestem dumna z kraju, w którym żyję. A to bardzo (!!) smutna konstatacja. Widziałam za to politykę najgorszego sortu, taką pełzającą. Rodzaj, który naprawdę źle mi zrobił w głowie. Jad wylewany na uchodźców, którzy przypomnę, w większości uciekają przed atakami dużo gorszymi jak ten w Paryżu. Kwestia więc nie w tym, czy pomagać (=być człowiekiem, a nie karaluchem), tylko jak bezpiecznie selekcjonować przybyszów. Państwa jednorodne, narodowe, w pierwszym świecie (tym dostatnim) już dawno się skończyły. Get over it! Mur na dwa metry nie załatwi sprawy na dłuższy dystans. A ta dyskusja właśnie taka jest. Długodystansowa.

Zagrożenie zewnętrzne to jedno, ale dziś podobny niepokój czuję w okolicy rodzimej. Zupełnie nie rozumiem ruchu z ułaskawieniem. Nie dlatego, że to ten konkretny tandem, tylko dlatego, że do tej pory rama prawna, w której funkcjonowaliśmy była stabilna i szanowana. Bo przecież wszyscy (powtarzam: wszyscy) równymi wobec prawa. Nie tylko koledzy prezydenta, magnata, czy jeszcze innego gnata… W niestabilnych czasach, naruszanie kolejnych (do tej pory) bezpiecznych granic nie służy nawet najmocniejszym. Dziś mocno poczułam, że ktoś w zaciszu swojego gabinetu, totalnie zlekceważył moją inteligencję. Zagrał na nosie podśpiewując tralala, i tak nic mi nie zrobisz, przecież ja tu rządzę. Takie postawy nie budują, nie jednoczą. Dodają za to kolejną cegłę do pudełka z niepokojem.

Nic dziwnego więc, że naród nawet nie drgnął po Paryżu. Ten sam hejt leje się z nieba strumieniami. Piana z pyska internetu wylewa się wiadrami. Człowiek człowiekowi wilkiem albo i hieną.

Obudź się człowieku pierwszego świata!

Ci z Paryża już nigdy nie będą mieli tej szansy.

27 komentarzy
Poprzedni Za co kobiety kochają mężczyzn Następny To przecież na pewno nie jest o Tobie

Marcelina

Ta… smutne to „chciałem uwolnić wymiar sprawiedliwości od tej sprawy”, „to był proces polityczny”… To może spróbuje uwolnić norweski wymiar sprawiedliwości od Anders’a Breivika? Naród (niestety) wybrał… Mam nadzieję, że Ci, którzy mieli na tyle odwagi by postawić krzyżyk w (niewłaściwym) miejscu widzą ogrom głupoty i zniewagi dla naszego narodu.

paulinabasta.com

Marcelina,
ten krzyżyk pewnie dla jednych był niewłaściwy, a dla innych najwłaściwszy w świecie (wciąż). Kwestia gustu.
Ja nie o tym chciałam… To co boli mnie najmocniej to fakt, że zamiast jakoś uspokajać, i tak już napięte nastroje społeczne, klasa polityczna jeszcze je podsyca. Zamiast mówić o sprawach ważnych (bezpieczeństwo), my wciąż bijemy pianę. Gdzie się da.

Paulina, ja osobiscie nie jestem w stanie pogodzic sie z tym, ze jak twierdzisz panstwa jednorodne juz dawno sie skonczyly, bo ta wieza Babel niestety kiedys z wielkim hukiem runie. Mysle, ze powinnas sie cieszyc, ze kraj, w ktorym zyjesz, jak do tej pory jest bardziej jednorodny niz reszta Europy…Czy Ty zdajesz sobie sprawe z tego co sie dzieje we Francji, Szwecji czy Wielkiej Brytanii? Poogladaj troche, poczyaj, a najlepiej zobacz na wlasne oczy…zobaczysz swiat jakiego, jestem przekonana, nie chcialabys dla swoich dzieci. Niestety, ogromne roznice kulturowe i religijne sa czasem nie do przejscia; mieszanie narodow doprowadzi w koncu do swiatowej katastrofy. Stwierdzenie, ze wiekszosc uchodzcow ucieka przed wojna niestety dalekie jest od prawdy, poniewaz wiekszosc tak zwanych uchodzcow to migranci ekonomiczni z kontynentu o (nie)wdziecznym imieniu Afryka. Ci, pedza do Europy zwabieni sielankowym zyciem na koszt innych panstw. Oni nie znaja czegos takiego jak moralnosc, humanitaryzm czy zasady. To ludzie, ktorzy sa dla nas zagrozeniem pod wieloma wzgledami, a europejskie chowanie sie pod plaszczem poprawnosci politycznej i milosci do wszystkich, niewazne czy to wrog czy przyjaciel, to zwykla naiwnosc i ignorancja. Europa popelnia samobojstwo. Niektorzy beda potrzebowali porzadnego kopniaka w D, aby sie o tym przekonac, bo jesli sami nie doswiadcza terroru, chamstwa i nienawisci od tych, ktorzy udaja, ze uciekaja przed wojna, to nie uwierza…I jeszcze taka mala dygresja…slowo „hejt” to makaronizm, ktory nie przystoi wznioslej mysli…Dbajmy o nasz jezyk zamiast zasmiecac go takimi paskudami.

paulinabasta.com

Magda, przyznam, że gdy ktoś zaczyna rozmowę określeniem co powinnam (cyt. „myślę, że powinnaś się cieszyć”), skutecznie zniechęca mnie do zaangażowania w dyskusję. Powiem tylko tyle, że skoro mówisz o doświadczeniach własnych, to akurat trafiłaś na odpowiednią osobę. We Francji spędziłam rok, w Hiszpanii pół, w UK i Niemczech bywałam przez lata regularnie, mieszkając w kikumiesięcznych interwałach. Afrykę i Azję zjechałam turystycznie i – jak mówisz „niewdzięczna” Afryka jest taka nie ze względu na, znowu cytat: „brak moralności, humanitaryzmu czy zasad”, tylko skrajną biedę. I mówiąc Afryka, nie mam na myśli Hurgady all inclusive.
Co do proporcji uchodźców, powtórzę jeszcze raz: dla mnie właściwsze jest pytanie jak umiejętnie selekcjonować, niż jaki kolejny mur zbudować. Rozumiem, że Ty masz w tej kwestii inne zdanie i akceptuję ten fakt.
Z makaronizmami nie mam żadnego problemu, zawsze staram się używać słów najbardziej adekwatnych. Mówię też „weekend”, zamiast „sobotnio-niedzielny-tandem”, czy „smartphone”, zamiast „mądry telefon”. Język polski jest dla mnie jednakowoż ważny, staram się więc uważnie stosować polskie znaki (co i Tobie polecam, jeśli uznasz taką praktykę za wartościową).

„Klasa polityczna” w naszym kraju już od dawna jest nic nie warta. Mimo wszystko dyskusja polityczna moim zdaniem powinna skupiać się na koncepcji umocnienia naszej (naszego kraju) pozycji w regionie. I tutaj nie da się pominąć głosów wskazujących na bezpośrednie zagrożenie wywołane potencjalnie nagłym pojawieniem się tysięcy młodych roszczeniowych muzułmanów. Relacji z Francji, Niemiec i UK jest aż nadto żeby tutaj ponownie je przytaczać. Racjonalne pytanie – w imię czego powinniśmy sprowadzać na siebie ryzyko, skoro nie robią tego takie kraje jak USA, Izrael, Emiraty, Australia, Arabia Saudyjska.

Czy dopiero powtórzenie błędów takich jakie popełniła Francja i UK pozwoli nam racjonalnie ocenić istotę problemu?

paulinabasta.com

Rob, nie mam aspiracji do tego, żeby przekonywać ludzi do własnej opinii w tej sprawie. W 40-milionowym kraju to oczywiste, że ludzie będą się różnić. To, co mnie mocno uderzyło w ostatnich dniach, to nie fakt różnic opinii, tylko sposób ich wyrażania. W sytuacji zagrożenia, myślę, że ratunkiem może być tylko zjednoczenie. To, co widzę, to jednak fala tak ogromnego hejtu – już w zasadzie na wszystko co inne/obce, że kilka razy robiłam przerwę w czytaniu. W internecie ludzie atakują już w zasadzie wszystko, na czele ze sobą nawzajem. Wystarczy tylko czymś się odróżnić.

Paulina, zgadzamy się przynajmniej w tym, że brakuje obecnie sensownej dyskusji na temat tego problemu. Powtórzę – nasza „elita” jest tak bardzo niezainteresowana dzisiejszą geopolityką i tak bardzo skupiona na wewnętrznej walce, że w sumie nie należy już się po nich wiele spodziewać w kwestii zarządzania krajem i służby społeczeństwu.

Mimo tego nadal próbuję doszukać się w komentarzach i analizach jakiegoś _racjonalnego_ uzasadnienia dla którego granice Europy zostały tak bezceremonialnie otwarte dla wszystkich chętnych nielegalnych emigrantów z krajów Lewantu. Szczególnie, że jest to region historycznie i kulturowo wrogi cywilizacji zachodniej.

Jeśli zatem piszesz o uchodźcach (wg. rozumienia Konwencji Genewskiej) mając na myśli falę przybyszów z Bliskiego Wschodu, korzystających z bezprawnie otwartych dla nich granic i w dodatku odwołujesz się do emocji (drżą oni o swoje życie, w UK jest więcej Polaków, okażmy im serce, etc.) to w latach świetlnych mijasz się z prawdą i do racjonalności tej całej dyskusji wcale nie przyczyniasz się in plus. Więc do kogo pretensje o sposób dyskusji?

Sposób selekcjonowania i przyjmowania prawdziwych uchodźców mamy już dawno wypracowany i od wielu lat działający. Problem polega na tym, że żadna z tych osób które mamy tutaj na myśli nie kwalifikuje się na ten status. Prawdziwym pytaniem jest to czy powinniśmy i jeśli tak do dlaczego naginać prawo dla roszczeniowych, szturmujących Europę przybyszów z otwarcie wrogiej nam cywilizacji.

paulinabasta.com

Skoro już wspominasz o Konwencji Genewskiej, to pozwól, że doprecyzuję twoją wypowiedź. W jej myśl (+ Protokołu Nowojorskiego),”uchodźcą jest osoba, która żywi uzasadnioną obawę przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub poglądów politycznych, znajduje się poza terytorium kraju, którego jest obywatelem i – z powodu tych obaw – nie chce lub nie może do tego kraju powrócić”. To, co komentuję, to fakt, że z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, nagle wielu z nas, wrzuciło wszystkich imigrantów do jednego worka i zbiorowo (i publicznie, za przyzwoleniem tłumu) zaczęło ich nienawidzić.
Argument Polaka poza granicami Polski nie jest emocjonalny, tylko bardzo racjonalny. Chodzi o liczbę i pokazanie skali. Skoro w samej UK można zasymilować prawie milion Polaków, kwestia 12000 (legalnych) imigrantów nie wydaje mi trudna.

Nie spodziewałem się, że wejdziesz na tak grząski grunt jak cytowanie paragrafów Konwencji która w swojej istocie przeczy Twojej tezie:

„Cudzoziemcy nie mogą uzyskać ochrony w postaci statusu uchodźcy, gdy:
Przybywają z bezpiecznego kraju (gdzie prawa człowieka podlegają zasadniczej ochronie);
Przybywają z bezpiecznego kraju trzeciego, który zapewnia im dostęp do postępowania o nadanie statusu uchodźcy;
Status uchodźcy został im już nadany w innym kraju.”

Dzięki za doprecyzowanie mojej wypowiedzi. Czy możesz doprecyzować również, jakie to niebezpieczeństwa czyhały na nich w Turcji, Grecji, Bułgarii, aby w Niemczech, Włoszech i Francji zasługiwaliby na status uchodźcy?

Jakież to niebezpieczeństwa czyhają na nielegalnych imigrantów w Niemczech, Włoszech, Francji, że przybywając z tych krajów kwalifikowaliby się w Polsce jako uchodźcy?

I w końcu na mocy jakiego prawa Niemcy otworzyły granice całej Europy jednoosobowo zawieszając traktat z Schengen?

Próbuję właśnie wskazać jedną z potencjalnych przyczyn nagłego hejtu – decyzja o bezprawnym otwarciu granic dla nieograniczonej ilości nielegalnych emigrantów nie została poprzedzona żadną racjonalną informacją dlaczego to się dzieje, nie wspominając już nawet o dyskusji czy demokratycznym referendum w którym ostateczny płatnik rachunku za dobroduszność p. Merkel mógłby wyrazić swoją aprobatę dla tego pomysłu.

Usprawiedliwienia tej przedziwnej sytuacji polegają właśnie na odwoływaniu się do półprawd, nieprawd lub do czystych emocji z pominięciem argumentu racjonalnego. Być może racjonalnego argumentu brak i stąd też fala sprzeciwu?

Odnośnie porównania nielegalnych emigrantów do Polaków na Wyspach.
Skoro już porównujemy jabłka z pomarańczami to będę mocno zobowiązany za wskazanie kiedy to rząd brytyjski ogłosił program zapewniający naszym rodakom darmową opiekę medyczną, zakwaterowanie i opiekę społeczną w tym „utrzymanie jedności rodziny”. Bo taką opiekę od Państwa gwarantuje odpowiedni status który zgodnie z wyżej wspomnianymi warunkami jego uzyskania, jak rozumiem nie budzi w tym przypadku wątpliwości.
Tutaj również posłużę się cytatem:
„2. Państwa Członkowskie zapewniają, aby członkowie rodziny beneficjenta statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej, którzy osobiście nie kwalifikują się do otrzymania takiego statusu, byli uprawnieni do domagania się świadczeń określonych w art. 24 do 34, zgodnie z krajowymi procedurami i tak dalece, jak jest to zgodne z osobistym statusem prawnym członka rodziny.
Odnośnie do członków rodziny beneficjentów statusu ochrony uzupełniającej, Państwa Członkowskie mogą określić warunki mające zastosowanie do takich świadczeń.
W takich przypadkach Państwa Członkowskie zapewniają, iż wszelkie dostarczane świadczenia gwarantują odpowiedni standard życia.„
I tak zatem wspomniane 12000 może równie dobrze zmienić się w 60000. Rozumiem, że utrzymanie i próby asymilacji 60000 uchodźców dla Ciebie to nic trudnego. Przykłady szczęśliwej asymilacji muzułmanów w społeczeństwie świeckim możemy podziwiać we Francji i w UK (polecam reportaż Stacey Dooley z Luton).

Ja jednak życzyłbym sobie żeby takie eksperymenty fundowane były z prywatnych środków osób chętnych do podjęcia tego wyzwania.

paulinabasta.com

Nie zgadzam się, żeby grunt był grząski. Sam, słusznie cytujesz.
Uchodźcy z Syrii uciekają przed wojną. Część po drodze trafia do Turcji, a część, wobec braku możliwości zostania – tam warunki dawno już przestały graniczyć z humanitarnymi – podróżuje dalej. Walka o przetrwanie jest dla mnie zupełnie zrozumiała i wpisana w podstawowy wachlarz instynktów człowieka. W moich oczach dzisiejsza Europa nie jest i nie może (to już nie jest kwestia naszego wyboru, moim zdaniem) być narodowa. Nie dlatego, że kogoś wpuszcza lub nie wpuszcza, tylko dlatego, że
a) w samej Europie mniejszości narodowe/religijne są już częścią stałego krajobrazu – od pokoleń. A żyjąc we wspólnocie, cała ludność migruje w jej ramach dowolnie.
b) skala zjawiska (liczba napływających uchodźców + imigrantów) jest zbyt duża, żeby mogły sobie z nią poradzić kraje graniczne, takie jak Włochy czy Grecja.
Sama, już od dawna, raczej traktuję EU jako wspólnotę krajów członkowskich, niż jako wiadro dotacji, płynących tylko w jedną stronę (= naszą). Stąd jeśli granica ma problem, centrum powinno partycypować w jego rozwiązaniu.
Dla mnie budowanie murów, tylko wspiera konsolidację przeciwnika i radykalizuje tłumy, które dziś jeszcze są do uratowania. Nie zgadzam się też z tym, że fala uchodźców została przyjęta za sprawą jednoosobowej decyzji pani Merkel. Przecież nasz rząd już podjął własne zobowiązanie. Podobnie jak inne, europejskie.
Zatem wciąż – fala hejtu, precyzyjnie określająca kto cyt. „do gazu” jest dla mnie nie tylko smutna (tutaj rzeczywiście pojawia się wspomniana przez Ciebie emocjonalność), ale również bardzo niebezpieczna.
A wątek Polaków za granicą, to kwestia unaocznienia skali. W tym kontekście – warta zauważenia.

Cytuję przepisy które definitywnie uniemożliwiają klasyfikację nielegalnych emigrantów jako uchodźców ale zdaje się, że nie masz zamiaru się w to zagłębiać. OK. Emocje na bok. Z jednej strony krytykujesz – i słusznie – decyzję prezydenta któremu przepisy prawa w niczym nie przeszkadzają, a z drugiej strony zdajesz się podobnie przymykać oko na prawo stanowione, kiedy Twoje subiektywne uczucia mówią Ci co innego niż nakazywałoby prawo.
Zdajesz sobie z pewnością sprawę, że „uchodźcy z Syrii” stanowią tylko bardzo niewielką część pośród tej fali z której wg. szacunków większość to jednak nielegalni z Afganistanu, Libii, Jemenu, Pakistanu, Bangladeszu, Erytrei a także z Kosowa i Albanii itd. Nie rozumiem więc dlaczego podajesz argument ogólnie uznany za nieprawdziwy. Oczywiście w krajach ich pochodzenia życie jest ciężkie i niejednokrotnie niebezpiecznie. Tylko czy to automatycznie rodzi konsekwencje naszego obowiązku bezwarunkowego ofiarowania nowego domu i utrzymywania ich u nas? Moim zdaniem nie.
Piszesz też, że uciekając przed wojną, jak na uchodźców przystało podróżują oni sobie do Niemiec, Danii i Szwecji. Jak wszyscy wiemy są to jedyne kraje na ich drodze które nie są objęte działaniami wojennymi gdzie nie będą oni ciemiężeni i są też zarazem położone w najbliższym sąsiedztwie Bliskiego Wschodu. Stąd nie możliwa jest poważna dyskusja na ten temat…
Walka o przetrwanie jest wpisana w podstawowy wachlarz instynktów człowieka podobnie jak dążenie do prokreacji. I co z tego? Czy seryjne gwałty muzułmanów na Norweżkach mogą być usprawiedliwione realizowaniem podstawowych instynktów? A nielegalny najazd Europy i żądanie środków na utrzymanie już może? Bzdura.
Walka o przetrwanie i ludzkie instynkty są tutaj kwestią wtórną. Cała sytuacja z nielegalnymi emigrantami jest częścią rozgrywki, geopolitycznej strategii hegemonów, gdzie masy ludzi i ich instynkty są tylko narzędziem służącym do wypozycjonowania konkretnych stref i grup interesów na arenie międzynarodowej. Nieprawdy, półprawdy i emocje powodują chaos informacyjny dzięki któremu nie zwracamy uwagi na istotne rzeczy.
Jeśli natomiast egzekwowanie reguł które przyjęliśmy jako wspólnota zaczniemy nazywać budowaniem murów i antagonizowaniem stron, to zyska na tym właśnie ta druga strona którą sama nazywasz słusznie przeciwnikiem i radykalnym tłumem. A swego czasu we Francji również ten tłum składał się z kilkunastu/dziesięciu tysięcy.
Z pozdrowieniami,
Robert

paulinabasta.com

I znowu się nie zgadzamy, Rob. Taki już pewnie nasz los. Co do prezydenta i legalności jego działania – tu prawnicy wciąż nie są jednogłośni. Krytykuję właśnie to – brak przejrzystości i dokładanie swoich klocków do, i tak już wysokiego poziomu ludzkich niepokojów w kraju.
Pisząc o uchodźcach, mówię o ludziach, którzy uciekają przed wojną. Reszta tej grupy też wymaga interwencji humanitarnej – to dla mnie jasne. Pytanie o sposób i formę takiej pomocy. Kilka państw już zaczęło iść dobrą drogą. Podobno Szwecja ma już swoje jednostki w tureckich obozach i tam, na miejscu kwalifikuje ludzi do odpowiedniego typu oferowanej pomocy. Taka postawa kraju jest mi dużo bliższa, niż niekończąca się dyskusja o tym, że łodziom po prostu powinniśmy pozwalać zatonąć.
Wierzę w siłę wartościowych sojuszy, więc sądzę, że warto w nie inwestować. Dziś grecka granica UE potrzebuje naszego wsparcia, jutro my będziemy potrzebowali pomocy na wschodzie.
Dobrze, że wspominasz o chaosie informacyjnym. Dużo tego bardzo i trudno jest ocenić które informacje są prawdziwe. Sama staram się wierzyć ludziom, nie artykułom czy redakcjom. Stąd jestem dużo bardziej skłonna ufać relacjom ludzi pokroju Konrada Kruczkowskiego, który spakował plecak i pojechał do Budapesztu, gdy tam działa się główna akcja. Znam Konrada i ufam jego słowom. W dzisiejszych czasach wiele z naszych konfliktów czy sporów pewnie wynika też z tego, kto kogo czyta…

Akurat Szwecja jest na końcu listy krajów na których powinniśmy moim zdaniem wzorować swoją politykę imigracyjną.

Przeczytałem „Trzy wektory odpowiedzialności”, a za raz pod nim komentarz Viennese breakfast. Również polecam, włącznie z wpisem na jej blogu „Jak rozum z sercem walczą…” z 11-go września. Wpis troszkę niepodobny do idyllicznych opowieści Konrada, a również ciężko odmówić autorce wiarygodności.

I dlaczego się nie zgadzamy? Nie pojmuję z czym się możesz nie zgadzać. Z tym, że należy przestrzegać ustanowionych reguł? Że należy pomagać z rozsądkiem? Że nie jest rozsądnie bezrefleksyjnie deklarować się ponad jakiekolwiek racjonalne możliwości?

paulinabasta.com

Koncept rozsądnej pomocy jest mi bliski. Być może inaczej interpretujemy tęże. Nie zgadzamy się głównie dlatego, że Ty próbujesz uzasadniać/tłumaczyć/usprawiedliwiać wylew jadu (w moich oczach) w najgorszym wydaniu, ja z kolei mówię takim praktykom kategoryczne nie. Co do reszty możemy się nie zgadzać, ale ta dyskusja pewnie nie wyniesie się ani na chwilę chwilę ponad przeciętną. Kwestie prawne są nierozstrzygnięte (tak z ułaskawieniem, jak i z uchodźcami), a alternatywy trudne i skomplikowane. Zawsze w takich sytuacjach do głosu dochodzą wartości i postawy prezentowane przez poszczególne osoby. Tu pewnie siedzi większość różnic. Pozdrawiam Cię Rob i życzę Ci dobrego weekendu.

I na tym zakończmy. Również miłego 🙂
R.

Zupelnie sie z Toba zgdadzam. Trafne pytanie: W imie czego?! I dlaczego niektorzy mysla, ze Europa jest w stanie i powinna dzwigac wszystkie problemy tego swiata na swoich barkach…

paulinabasta.com

Bo widzisz, Magda – jeśli imię życia niewinnych ludzi nie jest wystarczające, to naprawdę jest nam do siebie nawzajem bardzo daleko.
Swoją drogą, schodząc na poziom konkretów, trudno mi jest uwierzyć, że przyjęcie 12 000 uchodźców, jest dla nas problemem nie do przejścia, podczas gdy na samych Wyspach Brytyjskich żyje 850 000 Polaków…
Życząc Ci szczęścia i bezpiecznej przyszłości, Paulina

Paulina, mam wrazenie, ze stracilas sedno…ja nie pisze o niewinnych ludziach, takim z checia pomoge. Pisze o tych, ktorzy tylko niewinnych udaja, a tych naplywa do Europy setki tysiecy i to mnie przeraza. Porownywanie nas Polakow, pracujacych na Wyspach do nielegalnych, roszczeniowych imigrantow, gdzie duzy odsetek to ekstremum nawolujace do zabijania w imie ich bozka, to lekka przesada. Mnie tu glownie chodzi o te ogromna przepasc kulturowo-wyznaniowa, ktora w zderzeniu z rzeczywistoscia nie ma racji bytu. Tak jak napisalam, uwazam, ze Europa nie powinna odpowiadac za zlo calego swiata, kosztem swojego wlasnego bezpieczenstwa. Przeciez pomagamy na ile jest to mozliwe na wieksza i mniejsza skale. Sama bralam udzial w przeroznych wolontariatach, aby pomoc krajom takim jak Afryka, ale szczerze, po tym co zobaczylam w ostatnich miesiacach nie mam juz na to ochoty. Nie ma sensu dluzej polemizowac, kazdy ma swoje zdanie w tym temacie. Chcialabym tylko, abysmy potrafili poslugiwac sie zdrowym rozsadkiem i myslec przyszlosciowo. Jesli sie w tym zatracimy, to ani moja, ani Twoja przyszlosc nie bedzie bezpieczna. Wszystkiego dobrego.

paulinabasta.com

Bo uchodźca to nie nielegalny imigrant. Być może rozjechałyśmy się też pojęciowo.
Cieszę się, że wątek jest zakończony.

Paulina, przepraszam, ze rozgrzewam ten ciezki watek, ale nie wiem czy slyszalas co Twoi przyjaciele uchodzcy odstawili w Kolonii w Sylwestra? Czy takiej wlasnie przyszlosci chcesz dla swoich dzieci?!?!

paulinabasta.com

Słyszałam o zajściach i toczącym się śledztwie.
Jak w każdym, podobnym przypadku – winnych należy bezwzględnie skazać.
Sama jednak nie łączę w stosunku 1:1 zajść sylwestrowych i tematu uchodźców. Wśród tej grupy są ludzie dobrzy i źli. Pewnie jak w każdej, dużej zbiorowości.
Przyszłość, którą chciałabym zabezpieczyć moim najbliższym to wciąż kultura otwartości i czerpanie z (raczej niż nienawiść do) różnorodności. Zatem, powtórzę raz jeszcze: moim zdaniem nie chodzi o to jak „zatopić tę łódź” (w tym kobiety, dzieci), tylko jak właściwie i skutecznie selekcjonować tych, których zapraszamy do naszych społeczności.

Marcelina

Warto przypomnieć sobie trochę historii jak to Polacy tłumnie emigrowali do Stanów Zjednoczonych od drugiej połowy XIX wieku aż do 1939 r., potem po roku 1980 i niekoniecznie „walczyli” wtedy o życie. Można rzecz, że mamy teraz Chicago i Szikago 😉 A teraz już się wycofuję z tej dyskusji bo jak mawia tatuś Walduś”o polityce, religii i pieniądzach lepiej nie dyskutować” 😉
Chciałabym jeszcze dodać, że „sobotnio-niedzielny-tandem” bardzo przypadł mi do gustu 😉 (lubię się śmiać jak czytam;-))
Także życzę wszystkim udanego sobotnio-niedzielnego-tandemu 😀

Obejrzałem wczoraj, trochę przypadkowo, transmisję z obrad sejmu, między godziną 22-gą a 1-szą w nocy. Dumy z kraju rzeczywiście być nie może. Wręcz przeciwnie. Zła to była noc. Przeraziło mnie (szczególnie) jedno … ten bezczelny, zuchwały i pogardliwy uśmiech na twarzach większości bliskich Prezesa działaczy rządzącej partii. Jakby wyraźnie dawali przekaz, że mają całą opozycję w głębokim poważaniu. Że oni mają absolutną i całkowitą większość. I mogą zrobić wszystko. A opozycja może tylko bezskutecznie bić pianę. I tak to niestety wygląda. Oby ludzie się szybko obudzili, choć myślę niestety, że niewielu było takich, co to o tej porze śledzili akurat te wydarzenia.
Smutek …

paulinabasta.com

Przyznam Artur, że mnie samej dość daleko do partyjnej agendy. Tak wybraliśmy (może nie Ty, czy nie ja – ale jako naród), więc czas to uszanować. Zamiast skupiać się na ogólnej chęci lub niechęci do jednej czy drugiej partii, warto chyba uważnie śledzić i punktować wszystko to, co dzieje się dookoła. Dobremu przyklasnąć, a o złym krzyczeć przez megafon. Oby tylko bilans był na plus…

Mnie także daleko do partyjnej agendy. Każdy z nas natomiast ma swoje sympatie.
O złym krzyczeć przez megafon … no właśnie … sympatie jednak powodują, że dla jednych złe, innym wydaje się dobre. Więc „krzyczę”. 🙂

Życzliwy

Ojej smuteczek, jak coś Ci się nie podoba to jest obrzydliwe, pełzające. Polecam najpierw poczytać źródła zanim się wypowiesz.

Przeczytałam ten wpis po lekkim niedoczasie.Minęło 3 miesiące,a temat ciągle żywy.Czytając Twój tekst,pojawiły mi się w oczach łzy. Sama nie wiem, dlaczego. Przecież to już było. Od tego czasu wydarzyły się nowe tragedie. Osobiście nie wierzę w „przebudzenie człowieka”. Nie dlatego, że z natury jesteśmy źli,czy dobrzy. Moim zdaniem jesteśmy różni, ni to źli i ni dobrzy. Po prostu tak było, jest i będzie, że pewni ludzie dążą do dominacji nad innymi a złudzenie władzy i wszech-możności zawładnęło ich umysłami. Dzisiaj jestem jeszcze pod przemożnym wpływem filmu „Instynkt” z A.Hopkinsem (który nigdy nie straci na aktualności) a Twój tekst poruszył mnie na tyle, że musiałam wtrącić swoje 3 grosze.
Nie jestem dumna z tego w jakim państwie żyję i kto tym państwem rządzi, nazywając siebie głosem narodu. W takich chwilach, jak ta -po zamachach w Paryżu, nie jestem nawet dumna ze swojego człowieczeństwa.