Korpo-świat nie istnieje
20 kwietnia 2016 Praca 16 komentarzy

Korpo-świat nie istnieje

W tym tygodniu w internecie rozgorzała kolejna dyskusja na temat wad i zalet pracy w korpo. Te pierwsze niosą. Naród się zaczytuje, propsuje, znacząco potrząsa narodową, blond czupryną. Te drugie – o kant dupy. Wszyscy przecież wiedzą, że korpo jest be.

Albo przynajmniej, z jakiejś przyczyny chcą tak wiedzieć.

To nie będzie tekst o tym dlaczego ja sama korpo-życie traktuję z wielkim sentymentem. To będzie tekst o tym dlaczego wszyscy powinniśmy trochę wydorośleć.

Albo nie.

Nie trochę.

Zdecydowanie i z buta.

Już od dziś.

Korpo-świat nie istnieje

Jest to oczywiście nośny i lekki skrót myślowy. Dla wielu zrozumiały i przez wielu używany umiejętnie. W złych rękach jednak zaraża rakiem. Najczęściej mózgu.

Środowisko, o którym mówimy, to w Polsce kilkaset tysięcy etatów. Tego nie da się wrzucić w jeden wór. Tak samo, jak nie każdy pan Bogdan z mięsnego ma tego samego wąsa. Każda firma jest inna i każda odpowiada za swoje polityki, swoich frontmenów, swój dobrostan czy swój syf. Można oczywiście uogólniać, odwołując się do statystyki – tylko wtedy warto posilić się o jakiś rozsądny poziom obiektywizmu. Że wiecie – z lewej i z prawej popatrzeć. Nie tylko tam, gdzie nam tradycja narodowa podpowiada.

To jest akapit o tym, że w tak dużej materii, trudno o trafne uogólnienia. A próba spuszczania jadu na różnorodność, po prostu jest niemądra.

Jak już to wiemy,

możemy zacząć trochę uogólniać. Wiadomo, że w korpo-środowisku różnej maści, widać wynaturzenia. To statystycznie niemożliwe, żeby tak duże społeczności, były tylko dobre, lub tylko złe. W takiej próbce dzieje się wszystko. Taka karma.

Jasne, że molochy mają w cholerę problemów. Głównie związanych ze skalą działalności. Kiedy ta w kosmos wystrzelona, zaczyna się zabawa. Procesy pilnujące procesów, ludzie od pilnowania tych, którzy pilnują. HRy, które nic nie kumają, bo życiorys cały spędzają na przyjmowaniu i/lub motywowaniu i/lub wyrzucaniu ludzi z pracy. No i kadra managerska. Temat rzeka, a różnorodności w niej ze dwa oceany.

I co z tego?

O to chodzi, że w zasadzie niewiele.

Wniosek jest jeden – środowisko korpo, jak każde inne jest różnorodne. Ta daam.

Mam takie marzenie,

żeby każde nasze marudzenie, zawsze i bezkompromisowo, kończyło się jakimś sensownym wnioskiem. A mój dzisiejszy jest taki, że warto, żeby wszyscy, którzy są dziś w wieku produkcyjnym (=chcą, muszą, powinni pracować),  korzystali z prawa wyboru. Wyboru pracodawcy, szefa, współpracowników, kotleta na obiad, męża, żony, skarpety, którą rano targają z szuflady.

Jeśli wybierasz korpo, rozejrzyj się i spróbuj dostrzec jej dobrodziejstwa. One nie tylko istnieją, ale mają się dobrze i żyją w mnogości. Moje korporacje nauczyły mnie więcej niż wszystkie wcześniejsze akademie. Dostałam kredyt zaufania, mentorów z najwyższej światowej półki i kwiaty do domu, kiedy powiłam pierwszą potomkinię. Dostałam wiedzę, wsparcie i totalną, intelektualną stymulację. Mogłam robić co chciałam, kiedy chciałam i jak chciałam. To wszystko, za cudze pieniądze. Poligon szkoleniowy, którego nie można nie docenić.

Cały ten inwentarz zabieram ze sobą dalej.

Dziś jest moment,

kiedy z korporacji odchodzę.

Idę dalej, zabierając to wszystko, co zostało w moim mózgu, sercu, bazie doświadczeń.

Jest łza w oku, wdzięczność (tak, to jest to słowo) i ogromny sentyment. Moje korpo były trudnym, ale bardzo potrzebnym partnerem doświadczeń. Dostarczały wszystkiego, czego było mi trzeba w prawdziwym, dorosłym, zawodowym życiu. Dostałam więcej, niż na to zasłużyłam. Wiem to na pewno.

Dlatego (tak prosto z Basta-serca), wszystkim tym, którzy wylewają jad swojego nieszczęścia na jeden, homogenizowany korpo-świat –> pora wydorośleć.

Jeśli miejsce, w którym jesteś, mocno Cię uwiera – czas na zmiany. Czasami wystarczy zmienić dział, szefa, śmierdzącego kolegę z ławki obok. To nie świat jest zły, to ten, konkretny jego wycinek.

Zmiany nie zadzieją się za Ciebie. Dziś stawka to Ty i twoje życie. To o to toczy się ta gra.

Ja bardzo (!) cenię korpo-świat.

Nawet jeśli ma swoje pryszcze.

Połowa małolatów ma. A nasze, narodowe korpo-story właśnie wchodzi w wiek dojrzewania (w Polsce, ta branża, to przecież ostatnie kilkanaście lat).

No. To tyle na dziś.

Bywajcie.

16 komentarzy
Poprzedni Istnieje człowiek. Od wieków ten sam Następny To jest zupełnie niepotrzebne

Witaj,

po takim poście nasuwa mi się pytanie…co dalej Pani Paulino? 🙂
To pytanie bardzo pozytywne…chodzi mi o to jakie ma Pani plany. Żegna Pani korpo pewnie dla jakieś fajnej sprawy 🙂

pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki 🙂
Weronika

paulinabasta.com

Wszystko opowiem, Weronika.
W swoim czasie i ze swoim porządkiem.
Temat jawi się turbo ciekawie;)

Mieć wybór i mieć wnioski to jest to!

Modnie jest pomarudzić, obrobić komuś tyłek i „pokurwować” dla zdrowia. Niestety rzadko coś z tego wynika. Przykład z mojego podwórka „Mam tyle obowiązków, nie mogę się obrobić, a szefowa, nawet mi złotówki podwyżki nie da”, na pytania czy osoba poprosiła o podwyżkę, albo czy może warto zmienić pracę osoba odpowiada „Myślę o tym”. Za dużo myślenia, a za mało konkretnych wniosków. Nigdy nie ma idealnego czasu na działanie (tj. wg. mnie jest zawsze, ale mówię o atmosferze, w której zdarza mi się przebywać), za to zawsze jest przyzwolenie na biadolenie. Nie cierpię!

paulinabasta.com

„wg. mnie jest zawsze” – lubię to!

Piotrek A.

Taaa, dokładnie. Tak samo praca w jednej kawiarni może być genialna, natomiast w drugiej będzie fatalna, bo szef złamas, bo atmosfery nie ma.

Najbardziej śmieszy mnie, kiedy ludzie mówią „nie pójdę do pracy w korpo, bo to zabije moje własne ja”. No cóż, jeżeli 8-godzinna praca w biurze zabija Twoje własne ja, to czy w ogóle takowe masz? 😉 ISTNIEJE ŻYCIE PO PRACY 😀

Gratulacje Paulino ! Nowe wyzwania – czekamy na info 🙂

Brawo Basta! I za tekst o korpo i za zmianę. Jestem w podobnej sytuacji pracowej, więc trzymam kciuki też za Ciebie.

Marcin M.

Paulina,

Po pierwsze gratuluje zmian – świat poza korporacją „facetów w czerni” jest równie ciekawy 🙂
Co do samego podejścia do Korpo – są elementy, których nienawidziłem, ale są i takie, za którymi czasem tęsknie. Wiem jednak, że:
– niezależnie od wielkości firmy na ścieżkę rozwoju głównie to MY mamy wpływ (nie przyjmowałem do wiadomości, że się nie da – nawet jeśli trzeba było po nocy dzwonić do Kanady)
– każdy głosuje nogami – zawsze można zmienić pracę
– trawa w innych miejscach nie jest bardziej zielona – to ułuda, którą działa często na nasz umysł; zawsze znajdą się problemy w nowym miejscu (pytanie na ile nas będą uwierać).

Ja ze swojej strony przerobiłem dwie korporacje i trzy małe/średnie firmy. Każda wniosła do mojego życia zawodowego ciekawe wyzwania/zmiany/wnioski na przyszłość. Nie wynoszę jednego typu firm ponad drugie bo i nie ma to sensu.

A w ogóle to FIRMĘ TWORZĄ LUDZIE A NIE FIRMA TWORZY LUDZI

Podoba mi się tekst o marzeniu, bo narzekanie kończyć czymś konstuktywnym.

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze zarządzałem swoim (nomen omen) korpo-teamem, miałem taką zasadę: „no unconstructive whining”.

Tj.: drogi członku (w sensie, że zespołu projektowego) – masz 60 sekund na wylanie żółci, ale po tych 60 sekundach wolno już tylko narzekać konstruktywnie, tzn. zmierzając w kierunku jakiegoś, nawet małego, ale posuwającego sprawę o głupie 5mm w kierunku lepszego.

Tyle.

Podpisano: fan korpo, co uciekł z korpo.

Jak to mówi moja rodzicielka „wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. Zawsze się znajdzie taki, co mu kurz w rogu będzie przeszkadzał, ale nie weźmie się za porządki. Nie tylko korpo potrafi „zniszczyć” człowieka i nie takie korpo straszne jak je malują. I tu nie chodzi, że zasady sztywne, że ludzie okropni, ludzie są wszędzie, dlatego jeśli mi coś nie pasuje to mówię to głośno i walczę o poprawę, a nie narzekam do kota w domu. Jednak więcej tych co milczą w pracy, a męczą kota stąd te opinie.
Póki co z małego korpo.

Bo zmiany są dobre i Basta 😉

Świetny tekst! Każda firma, każda korporacja jest inna. Cechy, które zazwyczaj kojarzą się nam z korporacją bardzo często możemy też odnaleźć w przedsiębiorstwach, które za korpo nie są teoretycznie uznawane. Sam miałem okazję pracować zarówno w jednych jak i drugich i każdemu z tych miejsc wiele zawdzięczam. Oczywiście wszędzie wymaga się od nas wiele, ale czy właśnie nie o to chodzi w samorealizacji i zdobywaniu doświadczenia? Zapraszam również na mojego bloga na którym popełniłem kilka wpisów na ten temat. Powodzenia!

Iwona Kmita

Też się rozstałam z korpo. Ale póki co jestem na lodzie, a rozstałam sie, bo, jak pani pisze, gdy coś jest nie tak, gdy nas krępuje, gdy unieszczęśliwia, trzeba to zmienić. Więc zmieniłam. Odeszłam, bo pierwszy raz w życiu znalazłam sie w tak toksycznym środowisku. I czuję się super, że mnie już tam nie ma. Żałuję, że nie stało się to wcześniej. Ale jestem dumna, ze nabrałam odwagi i to się stało. Wierzę, ze to będzie zmiana na lepsze. Trzymajcie kciuki.

A mi tam strasznie smutno, ze Basta odchodzi z korpo 🙁 nie spotkam jej na korytarzu, w kolejce po kafej czy na jakims spotkaniu. Basto – powodzenia, najlepszego !

Łatwo krytykować korpo i wrzucać ja do jednego worka. Fakt jest taki, że dużą role odgrywają managerowie działów, partnerzy z którymi się pracuje. Warto poznawać siebie i decydować co nam odpowiada 🙂 świetny tekst, pozdrawiamy i życzymy powodzenia na nowej drodze zawodowej.