Kobieto, ogarnij swoje mocne strony! Odcinek 3
22 października 2015 Kobieta 15 komentarzy

Kobieto, ogarnij swoje mocne strony! Odcinek 3

Ta historia jest przedziwna. Na jej początku było mi smutno. W połowie pojawił się powiew optymizmu, łamany przez dumę. A końcówka... to się jeszcze okaże. Posłuchajcie.

Część pierwsza: Poznajcie R.

R. jest mi bliska. Lata wspólnych doświadczeń zrobiły swoje. Jak się z kimś mieszka, studiuje, podróżuje, imprezuje (często w wersji hard-core) i w dużej części po prostu dorasta – człowiek wchodzi drugiemu w DNA. W moim siedzi właśnie R.

Bystra, pracowita i odważna. Na studiach, całymi nocami snułyśmy plany podboju świata. Dla mnie był to świat fantazji, dla R. naturalna rzeczywistość. Często mówiła, że świat nigdy nie będzie jej ograniczał. Tryb przypuszczający dla niej nie istniał. Kiedy ja gdybałam, bym-byłam,  ona stawiała wykrzykniki.

Lubiłyśmy się bardzo.

W dorosłym życiu bywało nam różnie. Raz bliżej, raz dalej. Zawsze jednak śledziłyśmy swoje losy, w ukryciu trzymając kciuki. Ja za R. trzymałam zawsze. Wiem, że ona za mnie też. Kolejne lata mijały, a R. brnęła do przodu. Zawodowy start miała ciekawy i angażujący. Duża korporacja, dalekie podróże, projekty, które zamiast nudzić, rozwijały. Po paru latach jednak coś utknęło. Tempo życia zawodowego wyraźnie spadło, a R. zaczęła się skarżyć. Trochę na los, trochę na ludzi dookoła. Dobrze, że jest niewierząca, bo Bogu (jak-zwał-tak-zwał), też na pewno by się dostało.

Część druga: Zwątpiłam

Pewnego dnia, usłyszałam R. mówiącą, że się poddaje. Że nic ciekawego już jej w życiu nie spotka. Że najważniejsze jest się z tym pogodzić i przeorganizować swoje oczekiwania. Jej nowy plan, to życie w cieniu męża i wsparcie z drugiej linii. Ten angażował się wtedy społecznie, więc aktywna pomoc żony była mu na pewno po drodze.

Przynajmniej on będzie miał ciekawe życie – mówiła.

Widziałam, że ona tak na serio. Że przyszedł czas zwątpienia.

Jej ówczesny wyraz twarzy pamiętam do dziś. Niczym nie przypominał dziewczyny, którą znałam ze studiów. Nie było w nim energii, radości, ani podniecenia w oczekiwaniu na przyszłość. Była za to duża porcja bezsilności. Niekochana przeciętność.

Część trzecia: Feniks

Kilka tygodni temu umówiłyśmy się z R. na obiad. Przyjechała z soczystym wypiekiem na twarzy. Od pierwszej chwili wiedziałam, że to będzie dobre spotkanie. R. mówiła o planach. O tym, że druga linia wcale nie jest dla niej. Że swoje życie chce prowadzić odważnie. Nie skarżyła się już na swoje przeznaczenie, postanowiła ignorować wszystko to, co nieprzyjazne.

Jak los nie chce mi sprzyjać, to niech się wypcha! – mówiła lekko podniesionym głosem.

To był moment, kiedy R. wymyśliła się od nowa. Dostała się na studia doktoranckie i zaczęła pisać do naTemat.pl (chciała to zrobić od lat). O fizis też zadbała. Włos lśniący, pazur równo kolorowy. Błysk w oku wrócił na swoje miejsce. Nie dlatego, że nagle jej los się odmienił. Dlatego, że sama o tej zmianie zdecydowała.

Część czwarta: Zaskoczenie

Byłam o R. spokojna. Gdy zadzwoniła z prośbą o zawodową konsultację, w pierwszej chwili chciałam odmówić. To nie był dobry moment i trudno mi było uzbierać czas na spotkanie. R. jednak nalegała. Szła na rozmowę o pracę i chciała trochę na mnie poćwiczyć. Zgodziłam się.

Urządziłyśmy sobie małą symulację tej rozmowy i szybko okazało się, że R. była dobrze przygotowana. Znała odpowiedź na wszystkie, standardowe pytania. Cudnie recytowała opowieść o swojej motywacji, na temat pracodawcy wiedziała niemal wszystko. Rozmowa płynęła dobrym, rozważnym nurtem.

W pewnym momencie zapytałam R. o rzecz, która zatkała ją na jakieś pół minuty… Spytałam o jedną rzecz, z którą chciałaby zostawić rozmówcę.

– Co na swój temat chcesz powiedzieć tym ludziom? Z jaką emocją chcesz ich zostawić? Jaka jest twoja #najlepszastrona, którą koniecznie muszą odkryć?

Nie miała pojęcia.

Tego wieczora długo jeszcze rozmawiałyśmy. Głównie o poczuciu wpływu. O tym, że przygotowując się do rozmowy, ludzie starają się przewidzieć ruchy rozmówców. Chcą jak najlepiej wpisać się w scenariusz, przygotowany przez przyszłego (oby) pracodawcę. I to wszystko jest OK. W końcu to on ostatecznie rozdaje karty. Pamiętajcie jednak, że podczas takiego spotkania, jest jedna sfera, której nie wolno oddać walkowerem. To ten pierwiastek „ja”, który ze sobą przynosicie. Jeśli nie wiesz jak chcesz, żeby ludzie Cię zapamiętali, prawdopodobnie nie zapamiętają Cię wcale. Jeśli nie znasz swojej najlepszej strony, nijak nie uda Ci się jej wyeksponować.

R. była totalnie zaskoczona swoją reakcją na moje pytania. Coś wreszcie z siebie wydusiła, ale nie było to ani przekonujące, ani atrakcyjne. Temat w końcu podsumowała krótko.

Bo to cholernie trudne, obcym ludziom opowiadać o swojej wyjątkowości.

Trudne? Tak! Ale w łatwozie życia niczego się nie nauczysz, niczego wartościowego nie zdobędziesz.

Niech więc nie będzie łatwo, tylko fascynująco! Ha!

Część piąta: Poćwicz, proszę

No właśnie – na koniec, kolej na Ciebie, droga Basta-Czytelniczko. Chciałabym, żebyś dziś trochę poćwiczyła.

A jak poćwiczysz, to może nawet spotka Cię za to całkiem niezła nagroda.

Zastanów się więc proszę, jaka jest twoja #najlepszastrona i pokaż ją światu. Czas ją oswoić i zapamiętać. Jak już twój mózg ogarnie ten temat abstrakcyjnie, zrób sobie zdjęcie i wrzuć na Instagram z powyższym hasztagiem.

Co tydzień, najlepsze zdjęcie zgarnia bon na 500 PLN do Zary (całkiem niezłą sukmanę można sobie za to sprawić).

Zwycięzca całego konkursu, dostaje najnowszego iPhone’a.

Podobno obrazki robią nam dobrze, wklejam zatem jeden:

EB_blogerzy_21.10_ver3

Będę za Was trzymać kciuki, sama świecąc przykładem. To ćwiczenie mnie samej też się bardzo przyda.

 

* Ten tekst napisałam na prośbę ludzi z PZU. Temat jest ważny i potrzebny, więc zrobiłam to z ogromną przyjemnością.

** Nagrody też funduje PZU.  Właśnie wjechali w internety z nową kampanią EB – zobaczcie, a zrozumiecie dlaczego byli moją dzisiejszą inspiracją.

15 komentarzy
Poprzedni Daj się złapać Następny Osobiście...

Ostatnio widziałam takie pytanie…
a Ciebie jest trudniej zapamiętać czy zapomnieć?
pozdrawiam refleksyjnie

paulinabasta.com

Ale na rozmowie o pracę? Dla mnie kontrowersyjne (zbyt!) i trochę w nieprzyjaznym kolorycie. Nie zadałabym.

nie, absolutnie nie w trakcie rozmowy o pracę. Bardziej w kontekście ogarniania swoich mocnych stron 😉

paulinabasta.com

Już lepiej! 🙂

Uff, na szczęście znam swoje najmocniejszą stronę już od jakiegoś czasu 🙂
Tylko jedno zastrzeżenie – jak raz ją w sobie odnajdziemy, dokonamy „samopoznania”, nie oznacza to, że już tak będzie cały czas. Ja np. uświadomiłam sobie dzisiaj, że mam jeszcze jedną taką cechę, która staje się coraz bardziej wyraźna, i z której jestem dumna. Trzeba tylko być czujnym, uważnym i otwartym na samego siebie.

paulinabasta.com

Albo nawet jeszcze kilka;-) Pozdrawiam Cię ciepło, Organizerko!

Dzięki za ten tekst. Jak dla mnie mega ważny temat, ponieważ na co dzień spotykam osoby, które skupiają się głównie na swoich słabościach, poświęcają im energię i czas. Pytam, jaki to ma sens? Oczywiście ważne jest, abyśmy byli świadomi obszarów, które nas ograniczają, ale najważniejsze jest wzmacnianie mocnych stron i wykorzystywanie ich w drodze do sukcesu.

A czy najlepszą stroną [poza wieloma innymi, nie skupiajmy się tylko na jednej wyróżniającej cesze ;)] może być chęć do nauki? Nie taka, którą wszyscy deklarują w CV jako ‚chęć uczenia się’, ale taka prawdziwa, która zawsze pchała mnie do robienia rzeczy dziwnych i wywołujących uśmieszki na ustach znajomych, która wymusza na mnie potrzebę ciągłego szukania nowych szkoleń/projektów/zadań wymuszających stałe samodoskonalenie?

paulinabasta.com

Może być nią wszystko co nam dodaje, zamiast odbierać… Energię, chęci, siły, kompetencję, radość dnia, w oku błysk (…). Też mam chęć uczenia – lubię bardzo tę cechę! Dobrego dnia, Ruda!

Ula Niedzwiedz

Filmik obejrzałam, naprawdę fajny. Z moich dotychczasowych doświadczeń też niestety potwierdzam – pomimo wielu poradników o rozmowach rekrutacyjnych, ciągle słyszy się te same „utarte” odpowiedzi, a naprawdę brakuje „unikalności” i indywidualności danej osoby. Nie wiem czy to efekt skupiania się na słabościach w dzieciństwie i później w systemach ocen w firmach, czy też nasza Polska mentalność. Co myślisz o tym ?

paulinabasta.com

A ja to sobie myślę, że to trochę działa w dwie strony. Można mówić, że kandydaci odpowiadają sztampowo, ale chyba jeszcze większa sztampa czasami odchodzi w działach rekrutacji. Ludzie dostają skrypt i jadą z tym samym zestawem pytań przez lata. Jeśli udałoby się tak przesterować polskim rynkiem pracy, że rekruterzy (=rzemieślnicy) przekształciliby się w prawdziwych łowców talentów (z niekłamaną ciekawością człowieka w głosie), sytuacja mogłaby się diametralnie zmienić. Albo, gdyby człowiek idąc na rozmowę, rzeczywiście wiedział, że to on powinien ją w dużej części poprowadzić… To naprawdę byłoby bardzo ciekawe doświadczenie.

Ja od 10 już lat mieszkam w UK i na każdej rozmowie kwalifikacyjnej podkreślałam jak bardzo dumna jestem z tego, że jestem Polką, zawsze podawałam to jako mój wielki atut (że np. mogę patrzeć na różne rzeczy również z tej ‘polskiej’ perspektywy i takie tam)… chyba działało, bo tylko jedna z takich rozmów była bez rezultatów, wszystkie inne zawsze kończyły się sukcesem.

Rutyna zabija nas wszystkich.

Genialny post, dobrze ze znalazlam Twojego bloga u chlopakow z pracujzwinnie, bo jest cudowny 🙂 czuje ze wirtualnie CIe pokochalam 🙂 zostawiam ten krotki komentarz i lece czytac dalej !!! pozdrowienia z Casablanki 🙂

paulinabasta.com

A ja odwzajemniam miłości wirtualne, więc ściskam Cię mocno i pozdrawiam Casablankę 🙂