Kobieto ogarnij… biurową politykę
6 maja 2015 Kobieta 5 komentarzy

Kobieto ogarnij… biurową politykę

Kobiety (jako rodzaj) mają wiele zalet. Są ambitne, pracowite, dobrze znoszą ból (patrz liczba porodów bez znieczulenia). Często jednak przeszkody, które stoją na ich zawodowej drodze, to... pierdoły.

Kiedy kobieta nabiera zawodowego rozpędu, powoli nad jej głową zbierają się chmury. Dziś o jednej takiej, z której potrafi się zerwać nie lada ulewa.

To, że czasami w pracy nie jest łatwo, jest rzeczą oczywistą. Bo koniunktura nie taka, bo złoty spada, albo się umacnia, bo cała masa czynników, na które nie mamy wpływu.

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy problemy, z którymi się mierzymy istnieją głównie w naszej wyobraźni. Coś w stylu: sama wymyślam sobie problem, z którym potem sama walczę. Czasami zwyciężam, czasami padam na twarz. Czołem w błoto. Jednym z takich problemów jest „biurowa polityka”. Zbyt często zdarza mi się słuchać kobiet, które gdzieś w okolicach stanowisk kierowniczych średniego szczebla, zaczynają jęczeć. Mówią, że im trudno, że cała ta „polityka” ich brzydzi i, że ta gra to chyba nie dla nich.

W takich sytuacjach, najpierw na jakieś 15 sekund zamykam się w sobie (coby nie palnąć jakiejś głupoty), po czym zaczynam głośno myśleć. Wątki, wokół których krąży owo rozmyślanie są dość precyzyjne. Warto je przeczytać, przemyśleć i zapamiętać.

  • Tam gdzie jest człowiek, tam jest i polityka. Ludzie z czasem zawierają sojusze, rozgrywają małe bitwy, wywijają szabelkami w lewo, prawo i gdzie się da. Czy to dobrze lub etycznie? Nie! Czy to dla naszego gatunku naturalne? Jak najbardziej! Czy można to na stałe zmienić? No way! To tak jakby walczyć z potrzebą oddychania, jedzenia czy miłości.
  • Wiem, wiem – pierwszy punkt lekko wieje brakiem optymizmu. Nie martw się jednak, drogi Basta-Czytelniku, jest na to sposób. Bo przecież obejmując kolejne stanowiska managerskie, nie musisz aktywnie grać w dyktowaną grę. Nie trzeba jej nawet w pełni akceptować. Jedyne, co jest Ci potrzebne do przetrwania, to zrozumienie otaczającego Cię środowiska. Jakie są stosunki sił, gdzie jest oko decyzyjne, kto i jaki wpływ na to oko wywiera etc… Rozgryzienie tego wątku jest dziecinnie proste. Jedyne, czego Ci trzeba, to uważna obserwacja wszystkiego, co dzieje się dookoła.
  • Kiedy rozumiesz zasady gry toczącej się wokoło, wracasz do sterów. Masz wybór. Możesz zacząć budować własne sojusze, ale  jeśli takie postępowanie nie wpisuje się w twoją etykę pracy, możesz po prostu robić swoje. Merytorycznie, sprawnie i mądrze. Jak to mówią Ci od marketingu: dobry content zawsze się obroni.

Buduj więc wokół siebie taką atmosferę, z którą jest Ci do twarzy. Dbaj o swoją markę osobistą, nie knując, nie szepcząc na korytarzach i nie kopiąc pod nikim żadnych, głupich dołków. To zabawa dla innych – tych, którzy nie są w stanie zawalczyć ze swoją małpią naturą. A ty, po prostu używaj mózgu. Jeśli część twojego środowiska funkcjonuje w jakimś „układzie”, znaj jego zasady. Tylko tyle lub aż tyle.

To trochę tak, jak z pływaniem. Możesz się obrażać, że na głębokiej wodzie zaczynasz się topić, albo po prostu dobrze ogarnąć kraula. Potem, całe życie możesz już pływać tylko „pieskiem” (jeśli wolisz). Grunt jednak, że już nigdy nie utoniesz.

A teraz, krótki dialog… Dawno już nie rozmawialiśmy, drogi Basta-Czytelniku. Stęskniłam się.

Jak to jest z tą biurową polityką? Zaznacz odpowiedź, która jest Ci najbliższa.

W mojej firmie "biurowa polityka"
5 komentarzy
Poprzedni Nie martw się... do 18-tej Następny Kiedy warto jest zmienić pracę?

Jak zwykle super celne uwagi i pieknie napisane 🙂 Wydaje sie, ze temat „polityki burowej” to tak problem zastepczy – jak moznaby sie zajac czyms istotniejszym, ale z jakiegos powodu sie nie chce, to zawsze mozna udawac, ze to wlasnie z ta polityka mamy problem. I jest wygodnie, bo to przeciez od nas nie zalezy… a tymczasem sa pewnie bardziej namacalne kwestie (zeby odejsc od tych problemow), ktore mowiac brzydko olewamy. Sama sie sobie chetnie przyjrze, ile razy uzywam tej jakze wygodnej wymowki – i dawaj do pracy nad soba, planuje tendencje spadkowa 🙂

A mnie pewna kwestia frapuje od jakiegoś czasu i w sumie ładnie łączy się z tematem „polityki biurowej”. Ciekawa jestem Twojej opinii. Chodzi o taką sytuację (niestety rzeczywistą), w której manager projektu (typu call center ludzie pracujący na słuchawkach, ok. 20 os.) zaprzyjaźnił się z kilkoma osobami z zespołu. W pracy przerwy, lunche, inne wolne momenty spędzają razem, nawet w czasie pracy grają wspólnie w gry on-line i bynajmniej nie robią tego dyskretnie, spotykają się po pracy i w weekendy, bywają u siebie. Osoby te są ewidentnie faworyzowane, manager zdradza im poufne informacje odnośnie losów projektu, firmy, decyzji itd., rekomenduje bez zastanowienia na managerskie stanowiska podczas gdy innych osób z zespołu nawet nie rozważa, bo się nad nimi nie zastanawia (btw. niedawno pytałam go o wykształcenie jednego ze współpracowników i usłyszałam „a skąd ja mam to wiedzieć?!” z taką oczywistością jakbym zapytała o rozmiar buta pracownika… ) itp. A reszta pracowników to widzi, po cichu komentuje, ale gdzieś tam pogodziła się ze stanem rzeczy, z istnieniem „kółka wzajemnej adoracji” jak ich nazywają. A ja jako zalążek hr (jesteśmy mini-firmą, nośnikiem 1 projektu 😉 bezpośrednio współpracująca z tym managerem (nasza hierarchia jest poza PL więc to on „rządzi”) od pewnego czasu nie mogę już patrzeć na tę sytuacje. Próbowałam delikatnie rozmawiać, ale manager nie widzi problemu, wysuwa na przód zalety tych osób – (to są dobrzy pracownicy, ja tego nie neguję tyle że nie o to chodzi…) a w ostateczności mówi, że nie wyobraża sobie, żeby ich zabrakło i już. I zmienia temat. A ja się nakręcam, bo taka postawa jest dla mnie nieakceptowalna, nie fair, nie na poziomie. Ale mam poczucie że wszelkie dalsze drążenie tematu będzie „pouczaniem” i udowadnianiem mu, że jest beznadziejny (w tym momencie tak zresztą uważam…). Szczerze mam ochotę rzucić papierami i odejść, żeby wyrazić sprzeciw, ale wiadomo kredyt i takie tam każą zagryźć zęby i nie przechodzić do czynu… Co byś zrobiła w mojej sytuacji? widzisz jakieś konstruktywne tropy albo postawę, która dobrze by się sprawdziła? bo może już mnie złość zaślepia a kwesta urosła do rozmiarów niewspółmiernych do problemu?

paulinabasta.com

Hej Aniu, teraz nie mam możliwości, ale odpiszę Ci do poniedziałku – pewnie do okolic 15stej… A tymczasem, dobrego weekendu.

paulinabasta.com

No to do rzeczy….
Widzę kilka elementów, które mogłabyś rozważyć. Pojadę w punktach – dla przejrzystości komunikatu.
1) Na początek proponuję spróbować włączyć sobie w głowie opcję „neutralność”. Piszesz, że ta sytuacja sprawiła, że sama czujesz, że człowiek jest „beznadziejny”. Jeśli tworzysz jednoosobowy zespół HR, zamiast się „nakręcać”, warto spróbować skupić się na poszukiwaniach możliwych rozwiązań (rzucenie papierami z takiego powodu jest raczej opcją ostateczną). Innymi słowy – spuść ciśnienie i skup się na rozwiązaniu, zamiast na problemie. To mega trudne (mi samej się często nie udaje;-)), ale do zrobienia.
2) Nie wiem skąd masz info na temat takiej sytuacji. Jeśli od innych członków zespołu, może warto byłoby zbadać temat głębiej. Nie wiem też na ile w firmie macie na tego typu rzeczy przestrzeń/gotowość, ale to co radzę przemyśleć, to jakieś „badanie satysfakcji” pracowników. Jeśli podczas takiego badania wyjdzie niepokój w tej kategorii – będziesz miała materiał do pracy (manager nie będzie już mógł zaprzeczyć, że problem istnienie = zbyć Cię omijając temat).
3) Ciekawa jestem czy opisywany stan rzeczy ma wpływ na liczbę pracowników, która odchodzi z zespołu/firmy. Zakładam, że tak – wtedy można też próbować badać powody (np. przeprowadzając tzw. „exit interview”). Jeśli odchodzący pracownicy potwierdzą, że styl zarządzania jest nie do zaakceptowania, a liczba niezadowolonych będzie znacząca, na bank znajdziesz sprzymierzeńców wśród przełożonych tego managera.

Tego typu wskazówki można mnożyć. Wydaje mi się jednak, że kluczem jest racjonalne i ‚zimne’ spojrzenie na temat, zastanowienie się jakimi danymi w tej sprawie dysponujesz i wtedy… rozpoczęcie rozmowy na argumenty/fakty a nie emocje. Dużo łatwiej jest rozmawiać o tym, że:
mamy problem z liczbą rezygnacji z pracy -> z badań wiemy, że głównym powodem jest brak transparentności współpracy w zespole/nierówne traktowanie-> pytanie brzmi: jak chcemy poprawić tę sytuację tak, aby na przestrzeni kolejnych X miesięcy poziom fluktuacji obniżył się do XY;
niż, że:
widzę, że coś się dzieje-> nu,nu,nu – nie wolno jest „zaprzyjaźniać się’ z pracownikami (chyba, że jest jakaś polityka firmy, na którą możesz się powołać) -> dlaczego? bo to nieetyczne…
Powyższe ciągi, to dość duże uproszczenie, ale mam nadzieję, że obrazują co trzeba.

Przepływy ‚sympatii’ w środowisku pracy nie są przecież patologią samą w sobie. Patologiczne jest to, co się wytwarza w ich efekcie. Warto zatem na tych efektach się skupić.

Trzymam kciuki, Ania! Wiem, że takie tematy potrafią dużo kosztować…

Paulina, serdeczne dzięki za odpowiedź i wskazówki.
Trudne to przyjęcie „neutralnej pozycji”, trzeba niejako wbrew ludzkiej naturze a w imię wyższego celu (zaprzeć się samego siebie), ale wiem, że to niezbędne, że bez tego innych rozwiązań nie da wprowadzić. Zwłaszcza, że oburzenie dotyczy tego że inny nie jest „neutralny”.

Tak, słusznie zakładasz, że rotacja jest duża. Formalnych exit interview nigdy nie było, z nieformalnych rozmów przy dopełnianiu formalności podawane powody to wynagrodzenie oraz „nie interesuje mnie ta dziedzina/ nie chcę całe życie odbierać telefonów”.
Informacje o tym, że pracownicy widzą „kółko wzajemnej adoracji” znam z ich aluzji i wymienianych w kuchni uwag, zwłaszcza w chwilach jakiegoś spięcia. Wcześniej moja poprzedniczka (jestem tu od pół roku, to też mnie hamuje trochę, jako, że nowa…) wspominała mi o tym, ale nie wzięłam na poważnie…
Ponad to, wiele rzeczy dzieje się „za kulisami”, w kontaktach z hierarchią/klientami zza PL (odbiorcy chcą poznać ekipę, proszą o info) , wspomniany manager przedstawia kumpli lepiej/inaczej niż stan faktyczny. Np. mamy dwóch „Starszych agentów call center”, w zestawieniu jedna os zostanie policzona w zakładce „Agenci call center” a druga (wiadomo kto) w zakładce „Kierownicy”.
Myślę więc, że moje wkurzenie może być większe niż pozostałych…

Niemniej, jakkolwiek bym się nie czuła „biedna i pokrzywdzona” 😉 biorę do serca Twoje uwagi. Koncentrować się na rozwiązaniu i dyskutować o faktach to rzeczywiście może jedynie pomóc, w przeciwieństwie to mojej naturalnej i odruchowej postawy.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za spersonalizowaną odpowiedź 🙂