Historia jednego Szymona
18 maja 2016 Praca 14 komentarzy

Historia jednego Szymona

W ubiegłym tygodniu byłam na jednej z branżowych konferencji. Kto siedzi na Instagramie, ten wie.

Ja, jak to ja – jechałam z lekką dozą sceptycyzmu. Że powiedzcie mi coś, czego jeszcze nie wiem, że weź i mnie zaskocz i inne takie. Jechałam też ze spoconą ręką. Bo człowiek sam miał stanąć naprzeciw ludzi i opowieść ciekawą, porywającą, odkrywczą i mądrą wysnuć.

To drugie się udało. Jak człowiekowi coś wychodzi, to warto o tym opowiadać. Informuję zatem: jestem  siebie dumna (na swój taki, lekko krzywy sposób).

Ale tym razem nie będzie o mnie. Będzie o innej osobie, która ze sceny głównej przemawiała do zgromadzonej części narodu.

Człowiek nazywa się Szymon Majewski. Ten Szymon Majewski. Pan z telewizora.

Jak zobaczyłam na agendzie nazwisko Szymona, pomyślałam sobie, że smut. Że przecież konferencja miała być na poważnie, a oni nam rozrywką jadą. Że pewnie wyjdzie i dowcipami posypie. Będzie lekko, przyjemnie i nawet człowiek zarechota tu i ówdzie. Z kręgosłupa spuści. Tylko że ja na takich spotkaniach, zamiast rechotać, lubię rozmyślać. Łamigłówki rozwiązywać. Nową wiedzę przysposabiać.

No i właśnie. Siedzę sobie w mojej ławce – ja i mój sceptycyzm. Gotowa na chwilę relaksu. No trudno.

I wychodzi Szymon

Rzeczywiście jest lekkość wypowiedzi. I śmieszność też miejscami. Szoł biznes przecież.

Po chwili zaczynam się jednak jakoś wiercić. Pojawia się dyskomfort. Bo nie wiem, czy człowiek tak na poważnie, o poważnych sprawach. Czy to tylko żarty.

Gdy mówi o pracy, która wymaga więcej, niż człowiek może i chce oddać – podnosi mi się ciśnienie. Znam przecież podobne historie z prawdziwego życia. Widziałam jak bardzo, ludzie potrafią zachorować od ciśnienia, presji i długotrwałego, skrywanego stresu.

Gdy mówi o życiu, które w jednym momencie się wzięło i wypięło – już wiem, że to nie radosna twórczość.

Przyszła śmierć osoby najważniejszej z ważnych, przyszła niełaska narodu (nieważne, że lud ciemny, w niewiedzy i instynktach złych tkwiący) i przyszedł nawet pożar mieszkania. A wydawałoby się, że takie rzeczy to tylko w filmach. A tu patrz – prawdziwe życie, prawdziwej osoby.

To była historia człowieka, który nie wytrzymał

Jest przecież (aż/tylko) człowiekiem.

I myślę sobie, że trzeba o tym mówić. Że to nieprawda, że jak jesteś wystarczająco dobry, to nie pękasz. To nieprawda, że dowozić trzeba wszystko, zawsze i za wszelką cenę. To nieprawda, że jak masz silną psychę, to nic Ci nie grozi.

Grozi.

Wszystkim tym, którzy ciągle testują swoje kolejne limity.

To nieprawda, że trzeba pracować więcej.

To prawda, że wszyscy powinniśmy się czasami zastanowić jak zacząć pracować mądrzej.

Tak, żeby już nikt, nigdy tak mocno nie zachorował.

14 komentarzy
Poprzedni Jeśli się wahasz, przestań Następny Afera serowa w domu Basta

Artur Sierpiński

Hej Paulino, weź zatrudnij jakiegoś egzegetę żeby to jakoś powyjaśniał…. Pierwszy tekst Twojego autorstwa (a lubie je przecież) który zahacza o gnozę – czyżby wymagał illuminacji i wtajemniczenia?

paulinabasta.com

To może ja wyjaśnię. Tylko powiedz, proszę czego nie rozumiesz.

Artur Sierpiński

„Gdy mówi o pracy, która wymaga więcej, niż człowiek może i chce oddać – podnosi mi się ciśnienie. Znam przecież podobne historie z prawdziwego życia. Widziałam jak bardzo, ludzie potrafią zachorować od ciśnienia, presji i długotrwałego, skrywanego stresu.”

Gdy mówi o życiu, które w jednym momencie się wzięło i wypięło – już wiem, że to nie radosna twórczość.

do tego momentu jasne, potem niejasna historia chyba jakiegos człowieka

Przyszła śmierć osoby najważniejszej z ważnych, przyszła niełaska narodu (nieważne, że lud ciemny, w niewiedzy i instynktach złych tkwiący) i przyszedł nawet pożar mieszkania. A wydawałoby się, że takie rzeczy to tylko w filmach. A tu patrz – prawdziwe życie, prawdziwej osoby.
To była historia człowieka, który nie wytrzymał

Jest przecież (aż/tylko) człowiekiem.

no i od tego momentu zaczyna się przejaśniać, chyba o efekcie psychosomatycznym?

I myślę sobie, że trzeba o tym mówić. Że to nieprawda, że jak jesteś wystarczająco dobry, to nie pękasz. To nieprawda, że dowozić trzeba wszystko, zawsze i za wszelką cenę. To nieprawda, że jak masz silną psychę, to nic Ci nie grozi.

Grozi.

Wszystkim tym, którzy ciągle testują swoje kolejne limity.

paulinabasta.com

Czyli jednak rozumiesz, Artur.
W niejasności, jasność znajdujesz.

Paulina Pazdyka

Ajć – już tam egzegetę….wystarczy lekka redakcja i małe przesunięcia stylistyczne. Basta ma swoją stylówę piśmienniczą i się jej trzyma… Jakby co – służę pomocą, tym bardziej, że socjolekt jest mi znany z racji profesji:)

Gratulacje.
Niestety, pewnych rzeczy nie można przewidzieć…

Karolina Michalska

Pamiętam jak doczytałam kiedyś, gdzieś i jakoś tak zostało na dłuzej… Co nas nie zabije to nas wzmocni – gówno prawda – zależy jak bardzo jesteśmy już osłabieni – jak jest tego za dużo działamy jak zepsuty samochód – oprzesz sie o niego a tu od razu alarm.. Fajny tekst. Pozdro!

Aga Szubert

Paulina, zawsze z przyjemnością czytam Twoje posty. A ten zsynchronizował sie z tym, co ostatnio mocno siedzi w mojej głowie. Jesteśmy dobrzy, profesjonalni, dajemy z siebie wszystko, ale nie pamiętamy, ze nasz organizm, ma swoje limity, mimo zdrowej diety, super sylwetki i zdrowych relacji z najbliższymi. Nie dajmy sobie wmówić, ze możemy byc jeszcze lepsi, jeszcze bardziej efektywni, bo … no właśnie, bo co…bo kończy sie to roznie. W moim przypadku 3 miesiącami badań bez diagnozy, seria zabiegow strzelanych na ślepo, wielka gora przemysleń, portfelem mniejszym o wartość średniej klasy auta….to oczywiste- nie warto. Ile jeszcze osób ośmieli sie powiedzieć, ze nie warto?

Marcin M.

Najgorsze jest to, że często perfekcjonizm zbyt mocno siedzi w nas samych. Sami się nakręcamy i podnosimy coraz wyżej poprzeczkę…
A później schodzi adrenalina – dostajemy chwile oddechu i okazuje się, że mamy doła jakby odebrali nam sens życia. Co więcej, organizm pokazuje nam co mu zafundowaliśmy…

Obecnie modne jest to by mówić o swoich porażkach ale ważniejsze jest to by nie tyle słuchać, co zacząć wsłuchiwać się w siebie i zmieniać właśnie swoje podejście. Nie zawsze oznacza to naukę na błędach, czasem istotniejsza jest zmiana priorytetów.

Pożarta przez ambicję

Po prostu zawsze trzeba działać z troską o siebie. I nie chodzi tu o egoizm, ale o czułą opiekę nad sobą samym. I rozwijać się, uczyć, zdobywać kolejne szczyty do woli i upojenia – jeśli się to udaje – ale nigdy własnym kosztem. A już na pewno nie własnym kosztem dla cudzego zysku.

Trafiłam na Twój blog przypadkiem, ale widzę że będę gościć tutaj częściej.
Wracając do tematu, ja staram się zawsze odstresować na łonie natury. Wyciszam się i spokojnie rozmyślam w ogrodzie, kiedy tylko mogę. Staram się nie dopuścić do sytuacji w której stres wygrywa i napięcie emocjonalne utrzymuje się zbyt długo. Życie w stresie na dłuższą metę zbyt szybko mnie wyniszczało.

paulinabasta.com

Witam Cię Kasia bardzo serdecznie. Przyznam, że mi również natura robi bardzo dobrze na głowę, serce i inne ważne organy.

Anna Włudarczyk

Paulina, przeczytałam twój wpis długo po konferencji, o której piszesz, i na którą był zaproszony Szymon Majewski. Strasznie się cieszę, że tak odebrałaś jego wystąpienie. Bo o to mi właśnie chodziło. Zaprosiłam go, bo chciałam żeby zainspirował ludzi do takich właśnie przemyśle. Mimo, że to było ryzyko – wiele osób mówiło: Majewski na konferencji branżowej – a o czym on może nam powiedzieć? – ja wiedziałam, że ma to sens, że warto pokazać prawdziwą twarz człowieka, który tyle przeszedł. Dla mnie to była znakomita, wzruszająca i mądra prezentacja. Cieszę się, że nie tylko dla mnie. I o to chodziło.

Kasia - www.BabskieTabu.pl

Amen!