Czego się nauczyłam z tegorocznej kampanii prezydenckiej?
Zdjęcie: fot. Timothy Krause
20 maja 2015 Życie 21 komentarzy

Czego się nauczyłam z tegorocznej kampanii prezydenckiej?

Ten tekst nie jest o polityce. Mimo że mój pierwszy magister, to właśnie politologia. Będzie o dorosłym sprawach, w dorosłym świecie.

Życie publiczne w Polsce mnie interesuje. Nie angażuję się jednak w politykę, bo etat i pasje dziś ulokowałam w innych miejscach. Trzeba wybierać priorytety. Obserwuję to, co się dzieje z uwagą i czasami westchnę do siebie samej. Coś, jakbym zadyszkę łapała. Nie z własnego, a naszego wspólnego biegu. O lepiej, o ładniej, o spokojniej, o rozważniej, o stabilniej, o mądrzej,  o zamożniej, o lżej, o przyjaźniej, o łatwiej, o co-komu-w-duszy-gra…

Często myślę o państwie, jako o (dobrze lub słabiej funkcjonującej) firmie. Jak słyszę różne spory o wielkość administracji, o procedury, uśmiecham się pod nosem, bo przecież każdy korpo-człowiek wie, że bez procesu się nie da. Nic.

Człowiek zarządzający krajem (pomijam premiera – nie z głupoty, tylko dlatego, że nie jest wyłaniany w wyborach bezpośrednich) to taki trochę CEO. Szef wszystkich szefów. A kampania, to nic innego jak, dość skomplikowany proces rekrutacji na najwyższe stanowisko w państwie.

I tu zaczyna się kłopot, bo patrząc na jakość prowadzonych działań, ktoś chyba nie odrobił zadania domowego. To, co w biznesach wiemy już od stu lat, jakoś wciąż nie dociera do polityki.

Po pierwsze: User friendly

Chcąc wygrać jakiś wielki kontrakt, przygotowując propozycję dla klienta, nie angażujesz do pracy tylko tych, co Ci fizycznie sklepią ofertę i nacisną guzik send. Myślisz szeroko, odważnie i wielowymiarowo. W interdyscyplinarnych zespołach godzinami debatujesz o tym czym jest i czym powinien być twój produkt, jak wpisuje się w potrzeby odbiorcy, na ile różni się od konkurencyjnych… Ci od sprzedaży mówią o cenie, techniczni o możliwych (lub jeszcze nie, ale kto wie, co będzie za godzinę) rozwiązaniach, Ci artystyczni (np. web-designerzy) chłoną klimat spotkania i z każdą minutą przybliżają się do stworzenia idealnej identyfikacji wizualnej. Na końcu, zawsze myślisz o odbiorcy. Na ile wymyślona przez Ciebie historia jest ważna i łatwa/przyjazna dla odbiorcy.

To oczywiście duży skrót myślowy, ale zakładam, że już łapiesz klimat, Basta-Czytelniku. Na pewno łapiesz – w końcu mądry człowiek z Ciebie.

Ale kontynuując… Patrząc na naszą kampanię, miałam wrażenie, że jedyne dwie ekipy „sztabowców” to byli ludzie albo ściśle polityczni, albo PR-owcy. Obie grupy dość mocno odrealnione, po uszy siedzące w starych, wyuczonych metodach działania. Nic dziwnego, że jeden (ex) kandydat, który nie miał na tyle $, żeby zatrudnić porządną agencję, wypadł spektakularnie dobrze. Był po prostu nowy i jakiś taki user friendly (dla tych, w których celował, rzecz jasna). Tylko tyle i aż tyle.

Po drugie: Tkaj na swoich talentach

W życiu zawodowym zarządzałam pracą wielu osób. To, co zawsze im powtarzałam, to jedna, krótka rada: swój kapitał buduj zawsze na swoich największych talentach, a nie na próbie naprawy niedociągnięć. To talenty sprawiają, że wystajesz z tłumu. To są te cechy, za które inni Cię cenią i pamiętają. Praca nad obszarami do rozwoju jest ważna, owszem. Nigdy jednak nie powinna przysłonić rozwijania i eksponowania twoich naturalnie mocnych stron.

A w kampanii, znowu ktoś się pomylił… Serie wyreżyserowanych spotkań, bez miejsca na naturalnie piękny (i wiarygodny) spontan. Jeśli boisz się, że w naturalnym kolorze nie wypadniesz najlepiej, po prostu postaraj się o inną pracę. Wprawiony rekruter (w przypadku wyborów, są nim wszyscy wyborcy) zawsze wyłapie oszustwo, a jeśli tak, oferta pracy na bank nie zostanie Ci przedstawiona.

I nie, nie chodzi mi o butę i pójście zupełnie na żywioł. Widzę jednak mega różnicę między byciem dobrze przygotowanym do spotkania, a odczytaniem ze slajdów pięciu wyuczonych zdań.

Po trzecie: Komunikacyjna (nie)nowoczesność

Ten kawałek nie będzie w linii prostej o kampanii, ale o około-kampanijnym zamieszaniu. Jak wiecie, na fali aktualnych zdarzeń, powstają nowe formacje. Jedną z nich jest stowarzyszenie NowoczesnaPL. Basta wysłuchawszy postulatów, założeń i deklaracji, miała chęć wejść z ową Nowoczesnością w dialog. Napisała więc maila. W odpowiedzi dostała to:

Zrzut ekranu 2015-05-20 o 18.35.23

Przeczytała i pogrążyła się w zadumie. Nie jest przecież żadnym Państwem, tylko całkiem pojedynczą Bastą. Listy też lubi dostawać od ludzi. Nie zaś od jakichś zespołów, oddziałów czy innych filii.

I zastanawia się do dziś. Gdzie tu się doszukać tej obiecanej nowoczesności, skoro już pierwszy kontakt z formatem, na maxa wieje starym, znanym i bardzo średnim…

A teraz do brzegu

Odpowiadając na postawione w tytule pytanie – obserwując kampanię prezydencką nauczyłam się… wielkie, grube nic. Miała jednak świetny wpływ na poziom mojego zadowolenia z pracy i miejsca, w którym funkcjonuję zawodowo (nie chodzi o konkretną firmę, ale raczej stan umysłu). O korporacjach można mówić wiele i różnie. Ja jednak czuję, że to środowisko wrzuciło mi w mózg wiele dobrych historii, praktyk i schematów zachowań. Pracując w matrixie, zasięg twojego wzroku z czasem sięga coraz dalej. Patrzysz, widzisz i przysposabiasz te elementy, które Ci pasują. Myślisz, analizujesz, wyciągasz wnioski. Wnioski są dobre. Czasami mam wrażenie, że klasę polityczną omijają szerokim łukiem. Wciąż jeszcze nie wymyśliłam dlaczego…

Póki co, morał jest jeden. Gdyby nasza klasa polityczna, zanim trafi „na salony”, najpierw zaliczyła kilkuletnią przygodę pracy w korpo, na pewno i kampanie, i późniejsza forma zarządzania państwem mogłaby być dużo sprawniejsza.

21 komentarzy
Poprzedni Kiedy warto jest zmienić pracę? Następny Mama w pracy. Odcinek 2

To fakt, cały czas brakuje prezydenta (CEO) z prawdziwego zdarzenia, a wystarczyło by spojrzeć trochę szerzej…! Z moich obserwacji niestety wynika to również po części z programu naszej edukacji w której brakuje podstaw zarządzania, ogarniania spraw związanych z przedsiębiorstwem czy też jak zarządzać pieniędzmi.. może i powoli się to zmienia, ale niestety za wolno…imo! 🙂

Ciekawy wniosek w ostatnim akapicie. 🙂 Niestety zgadzam się co do zaistnienia wszystkich tych niedociągnięć o których piszesz.

Proszę, nie! Wyobrażam sobie te wszystkie zablokowane headcounty… 🙂

paulinabasta.com

Risorsy i ef-ti-isy 🙂

Naimie

Bardzo lubię czytać Twoje posty, sama z siebie zaglądam z co jakiś czas, czy nie pojawiło się coś nowego.
Jednak nie zgodzę się z Tobą w jednej kwestii a mianowicie porównania wyborów do rekrutacji. Moim zdaniem, bliżej im do różnego rodzaju programów typu reality show, gdzie widzowie głosują. Zauważ, że zdarza się, że w różnych tańcach czy śpiewach „eksperci” wskazują/dobrze oceniają jakąś osobę, ale widzowie wybierają inną. Ta „lepsza” odpada, bo dostała mniej głosów, a te bezpośrednio decydują wygranej bądź przegranej.
W rekrutacji wybór jest sumą głosów poszczególnych specjalistów/ekspertów. Gdyby w wyborach wybierano powiedzmy architekta baz danych Sybase to niekoniecznie wybrano by tego najbardziej kompetentnego ;-)) W procesie rekrutacji z dużym prawdopodobieństwem tak. I odwrotnie, żeby wybór prezydenta był bardziej procesem niż show, wszyscy musielibyśmy bardzo dobrze znać się na polityce i być na bieżąco. Tak nie jest. Rekrutujemy więc na najwyższe stanowisko w państwie metodą „direct show”;-)

paulinabasta.com

Naimie – zgodzę się z Tobą w dużej części. Reality show to dobre porównanie. Jedyne, co wzbudziło mój uśmiech, to założenie, że rekruterzy to (zawsze) specjaliści i profesjonaliści;-)…

I bardzo się cieszę Basto najdroższa, że tak rysujesz swoją wizję państwa. Ale wiesz może, ile musi w Wiśle wody upłynąć, żeby polityka była atrakcyjna dla zawodowców? Czy kiedykolwiek będzie? Ja bym chętnie zmienił branżę w której pracuję na politykę. Mam dużo do zaoferowania. Ale jak sobie pomyślę z jaką bandą niedouków trzeba by pracować (ba! mieć ich nad sobą) to jednak wolałbym wybrać prowadzenie budki z hot-dogami.

paulinabasta.com

Ja chyba jestem jednak trochę bardziej optymistyczna w tej kwestii… Myślę, że z czasem będzie do polityki trafiać coraz więcej kumatych ludzi ‚sukcesu’… Władza (= wpływ) kręci…

Bardzo często politycy patrzą na wyborców przez pryzmat słupków poparcia, i to ich gubi.

paulinabasta.com

Tomek, poparcie jest mega ważne. Warunkuje przetrwanie. Ważne jednak, by było oparte o właściwe watrości/sposób działania i pracy na rzecz rozwoju…

Hub-Yak

Paulino, pomyśl tylko jakie poparcie miałby taki twór blogersko-polityczny: Szaffi na premiera, Iwuć na ministra finansów, Basta minister Pracy i Polityki Społecznej, Kruczkowski na… itd, itd. 🙂 Lubie to!

paulinabasta.com

Zacieszylam pod nosem 🙂

Hej,

Dziękuję za zaufanie. Twój głos na pewno się nie zmarnuje 😉 Siadam do konstruowania programu… 😀

Miłego dnia!

😀 śmiechłem – Nowoczesna.PL mało nowoczesna, aczkolwiek też przypatruję się im z dużym zainteresowaniem. Prof (honorowy, bo napisał tylko doktorat, którego nie miał okazji obronić)Santorski trafnie zauważył w piątek w TOK FM, że w polityce zaczyna powoli dziać się to, co w biznesie.

Tj. zaczyna powiększać się coraz większa grupa wyborców, którzy patrzą na to czy kandydat jest (tak jak Paulina napisałaś) user friendly. Coś na wzór dwóch łebskich informatyków przed 30tką, którzy mają w poważaniu wielkiego och-ach prezesa. Ten może im skoczyć – oni i tak mają perspektywę i nie muszą u niego pracować/na niego głosować.

Na koniec cytat z klasyka (w kontekście jutrzejszego głosowania):
„Zło jest złem; mniejsze czy większe, nie ma różnicy… jak to ocenić? Czy to w ogóle możliwe? Jeśli mam wybierać między złem a złem… wolę nie wybierać wcale.” Wybieram jednak, bo jak ktoś nie pójdzie na wybory, to potem nie ma prawa narzekać.

Peace!
Maciek

paulinabasta.com

Maciek, dobra pointa… Dla mnie tu nawet nie chodzi o narzekanie, tylko jakąś uczciwość komentowania (nie głosujesz = nie zabierasz głosu ani teraz, ani później) i potrzebę wpływu na rzeczy, które naprawdę są ważne…

paulinabasta.com

Ps. Trochę mam obsuwę w odpowiedziach, bom w tym tygodniu poza zasięgiem…

No wiem, wypoczywasz (: Ja nie narzekam na timing. Narzekam na brak Disqusa (nieustannie) 🙂

paulinabasta.com

Próbowałam testowo w zakładce ‚współpraca’, ale oblał kilka Basta-testów… Głównie ten estetyczny 😉 opowiem więcej jak już powrócę do świata 🙂

Ja myślę dokładnie, właśnie dlatego, że większość z nich zaliczyła. Nie potrafi myśleć, że korpo to tylko mały wycinek Polski taki ultra mały nawet. A jego PKB jest wytwarzane w ok. 70% jesli nie więcej przez małe firmy, gdzie wszystko jest zarządzane dokładnie odwrotnie. Dlatego korpo jak i państwo to poprostu molochy, które nic poza sobą nie widzą i tworzą papiery, urzędy dla urzędów.
Sam pracowałem więc wiem. A teraz mam własną firmę. I to zupełnie zmienia perspektywę.

Ta kampania pokazała również, że czasem CEO (np. partii) zamiast nadrabiać swoje niedociągnięcia powinien bazować na talentach. Swojego staffu. Dobór tych to co talenty mają czasem jest kluczowe! 😉

paulinabasta.com

Święta prawda, Jagoda!